- Ktoś mi łaskawie powie, dlaczego musimy lecieć na jednym smoku?! - ryknął Mieczyk przez mroźne powietrze, poprawiając jedną ręką hełm z niezadowoloną miną.
- Użyj mózgownicy i pomyśl - odpowiedział mu Śledzik, oplatając go mocno w pasie. Zacisnął swe tłuste nogi wokół jednej z szyi Wymiota, na co smok stęknął żałośnie.
- Z całym szacunkiem do ciebie, Śledzik, ale jesteś chyba trochę za ciężki. - rzekła, lecąca na Sczerbatku, Mirilla z wymownym uśmiechem, na co Szpadka parsknęła rechotem.
Chłopak zmarszczył brwi i groźnie spojrzał na brunetkę.
- Masz problem z moją wagą? - odgryzł się dziewczynie zaciętym tonem.
- Skądże, bardziej dbam o dobre poczucie Wymiota. Spójrz tylko na jego oczy... - westchnęła z udawaną wrażliwością - wyrażają tak ogromne cierpienie, że nie mogę pozwolić na to, byś...
- Zaraz mnie udusisz tymi swoimi golonkami! - krzyknął bliźniak do swojego pasażera, wyczuwając jego mocny uścisk ramion w pasie.
- A teraz? - warknął grubas, bezlitośnie ściskając blondyna w pół.
- Ała! Przestań, przestań! - Mieczyk zaczął się szamotać, łykając powietrze jak ryba wyciągnięta z wody. Śledź nie zwalniał swego uścisku, wprawiając Szpadkę w kolejny głośny rechot. Mieczyk zgiął się konwulsyjnie.
- Mdleję! - zawołał teatralnie opadł bezwładnie na ramię Śledzika, który z paniki momentalnie wypuścił go z objęć. Chłopak przechylił się przez szyję smoka i znikł z pola widzenia grubasa. Ten wstrzymał powietrze i zastygnął w przerażonym osłupieniu, z bladą jak kreda twarzą.
- Czkawka! - pisnął płaczliwie, zwracając na siebie wszystkie głowy - mamy pasażera za burtą!
Brunet spojrzał na niego z przerażeniem, szukając na jego pobladłym licu jakichkolwiek podpowiedzi. Gdy spojrzał w dół, oddalająca się sylwetka bliźniaka przywołała go do porządku. Potrząsnął głową, zagryzł wargę w przypływie grozy i nie ostrzegając Mirilli, gwałtownie skierował Szczerbatka w dół, na co dziewczyna krzyknęła przeraźliwie i szybko przywarła do torsu chłopaka.
- Ja z nimi zwariuję! - krzyknął Czkawka w eter ze złością, prując prosto w stronę toni morza. Szczerbatek przymykał powieki pod oporem powietrza, które bezlitośnie smagało całą trójkę po oczach. Pędzili tak szybko, że ciężko było im złapać chociażby najpłytszy oddech. W jednej z ostatnich chwil wódz dostrzegł beztrosko spadającego Mieczyka z błogim uśmiechem na twarzy.
- Złapiesz go? - zawołał przez ramię do Mirilli, sam przez szum powietrza nie słysząc swojego głosu. Skierował Szczerbatka lekko w stronę bezwładnej sylweki. Tafla wody była już blisko. Mirilla ledwo dosięgnęła białych kudłów Mieczyka i z trudem, lecz szybko ściągnęła go na grzbiet smoka. Nocna Furia w kilka sekund przed spotkaniem z lodowatą wodą schowała wszystkich pasażerów pod ogromnymi skrzydłami, tak, jak robiła to dziesiątki razy podczas nieudanych szybowań swojego jeźdźca. Dla Czkawki był to tylko kolejny raz, natomiast dla Mirilli coś budzącego grozę i przypędzającego do głowy najczarniejsze scenariusze. Wydała z siebie krzyk dodający otuchy przed spotkaniem z zimną, czarną otchłanią i zaczerpnęła jak najwięcej powietrza w płuca, wbijając paznokcie w ramiona Czkawki. Zacisnęła mocno powieki, gdy Szczerbatek uderzył w taflę morza ogromną siłą. Dziewczyna usłyszała niesamowicie głośny huk wody, który spowodował nagły przypływ ulgi. Żyli. Najpierw woda gwałtownie wdarła się pod skrzydła smoka, a potem pod ich ubrania. Brakowało jej już powietrza, gdy Szczerbatek uchylił skrzydła i ostatecznie zanurzył ich w zimnym jak lód morzu. Mirilla ostatkiem sił wypłynęła na powierzchnię, łapiąc łapczywie mroźne powietrze. Poczuła sile ramię chwytające ją w talii, równie zimne jak na wpół zamarznięta woda.
- Wszystko w porządku? - Czkawka odgarnął ociekającą czuprynę z czoła i nachylił się nad dziewczyną z ciepłymi błyskami w oczach. Gdy ta kiwnęła głową, drżąc na ciele, usadził ją na grzbiecie Szczerbatka i sam podpłynął ku sprawcy całego zamieszania. Miris, obejmując kolana ramionami, spojrzała ma chłopaka, który wlókł już za sobą dryfującego Mieczyka.
- Co z nim? - spytała, dygocąc.
- Będzie żył. - odpowiedział rzeczowo i przerzucił go przez siodło jak worek ziemniaków. Przymocował go paskiem do grzbietu Szczerbatka, a sam usiadł przed brunetką. Zadrżał, gdy mokre ubrania zaczęły szczelnie przywierać do jego skóry.
- Lecimy na tamtą wyspę - wskazał ruchem głowy na zielone skały wynurzające się nieopodal, zwracając się do Mirilli. Ta uniosła brwi.
- Dlaczego nie na Berk? - spytała, szczękając zębami.
- Między innymi dlatego, że trzęsiesz się jak Śledzik na smoczym szkoleniu. Poza tym, do Berk mamy jakieś trzy godziny, a tam będziemy lecieć kilka minut. Ogrzejemy się przy ognisku, coś zjemy i wrócimy do domu. Nie zdążymy już polecieć na wyspę Śliskokrzaków. - wzruszył ramionami
Zmarszczyła lekko czoło.
- A co ze Szpadką i Śledziem?
- Umiejętności Szczerbatka przydadzą nam się do zawiadomienia ich o naszym położeniu. Nie przejmuj się nimi, dadzą radę - zapewnił niedbale.
- Nic z tego nie rozumiem, ale lećmy - wzruszyła obojętnie ramionami.
- Trzymaj się mocno - mruknął do niej Czkawka, dociągając sprzączkę w siodle smoka.
- Nie, błagam! Nie lećmy szybko - zaprotestowała jękliwie. Miała dość szybkich lotów wprawiających ją w mdłości.
- Wolisz przemarznąć na kość?
- Gdy będziemy pruli to cholernie zimne powietrze, będzie taki sam efekt. Moje włosy i tak pokryją się szronem, twoje zresztą też. Na dodatek stracę czucie w palcach! - zalamentowała, ale chłopak wyraźnie był głuchy na jej argumenty.
- Nie marudź. A jak ci zimno, to się przytul - rzucił w eter, uśmiechając się do niej zawadiacko przez ramię.
- Jesteś paskudny - mruknęła, ale mimowolnie objęła go w pasie i przylgnęła do jego pleców.Nim Szczerbatek wystrzelił w powietrze, zdążyła zdrowo trzepnąć chłopaka pięścią w bok.
Astrid powoli dochodziła do siebie. Większą część czasu spędzonego w zaciemnionym pokoju przeznaczała na spanie, rzadziej czytanie przypadkowych ksiąg, które leżały na nocnej szafce Czkawki. Co jakiś czas odwiedzała ją Valka, przynosząc kolejne porcje ciepłych ziół i świeżego pieczywa. Można by powiedzieć, że było jej całkiem przyjemnie, gdyby nie pulsujący ból w głowie, skręconych kostkach i obtłuczonym boku. Kiedy literki wypisane starannym pismem powoli zlewały się ze sobą i zamieniały miejscami, blondynka odkładała książkę i przymykała powieki dla chwili relaksu. Oddychała głęboko i starała się nie myśleć o porannym dialogu, a raczej krótkim spotkaniu z Czkawką. Jej policzki nabierały jeszcze bardziej rumianego koloru, gdy tylko wspomniała słowa ‘Nic nie mów, jesteś wycieńczona’.
Ale teraz jej zadaniem było nie zaprzątać sobie tym głowy, więc sięgnęła po kolejną księgę z małej kupki. Uchyliła oprawioną w wyblakłą, czerwoną skórę okładkę i uśmiechnęła się na widok, który był jej już bardzo dobrze znany. Na tytułowej stronie widniał wykaligrafowany napis i rysunek Śmiertnika Zębacza. Astrid rozpoznała książkę, z której uczyła się do swojego egzaminu. Przerzuciła kilka kartek i natrafiła na materiałową serwetkę z wyszytą sylwetką smoka, którą sama podarowała Czkawce na urodziny. Tą, która kiedyś leżała na stoliku w kuchni Haddocków.
I teraz do głowy wpadło jej kolejne wspomnienie związane z tymi wspólnymi wieczorami, które spędzała z Czkawką przy stole. Ona siedząca w książkach i on rysujący coś w notatniku, sprzątający albo po prostu patrzący się w ogień tańczący na świeczce postawionej na środku stołu. Przypomniała sobie zagadkowe słowa, które widniały w rogu jednej ze stron i towarzyszącej im kropli krwi. Wtedy zbagatelizowała to dziwne odkrycie, ale teraz dała sobie chwilkę na zastanowienie. Zaczęła przewracać po kolei kartki, szukając tajemniczego fragmentu. Poszukiwania zajęły jej kilka minut, bowiem dopiero pod koniec księgi odnalazła wypisane ręcznie słowa. Zmarszczyła lekko brwi, jeszcze raz zastanawiając się nad ich sensem. Pochylając się lekko nad pożółkłą kartką, przejechała wskazującym palcem po brunatnej kropelce.
W tym momencie dokonała niesamowitego odkrycia, które wywołało u niej dreszcz grozy w okolicach karku. Unosząc palec dostrzegła, iż pozostały na nim lekkie smugi świeżej, czerwonej krwi. Blondynka uniosła brwi ze zdumienia, czując budzący się niepokój w środku. Potarła kciukiem ślady i teraz nie miała już wątpliwości co do prawdziwości tego zjawiska.
- Użyj mózgownicy i pomyśl - odpowiedział mu Śledzik, oplatając go mocno w pasie. Zacisnął swe tłuste nogi wokół jednej z szyi Wymiota, na co smok stęknął żałośnie.
- Z całym szacunkiem do ciebie, Śledzik, ale jesteś chyba trochę za ciężki. - rzekła, lecąca na Sczerbatku, Mirilla z wymownym uśmiechem, na co Szpadka parsknęła rechotem.
Chłopak zmarszczył brwi i groźnie spojrzał na brunetkę.
- Masz problem z moją wagą? - odgryzł się dziewczynie zaciętym tonem.
- Skądże, bardziej dbam o dobre poczucie Wymiota. Spójrz tylko na jego oczy... - westchnęła z udawaną wrażliwością - wyrażają tak ogromne cierpienie, że nie mogę pozwolić na to, byś...
- Zaraz mnie udusisz tymi swoimi golonkami! - krzyknął bliźniak do swojego pasażera, wyczuwając jego mocny uścisk ramion w pasie.
- A teraz? - warknął grubas, bezlitośnie ściskając blondyna w pół.
- Ała! Przestań, przestań! - Mieczyk zaczął się szamotać, łykając powietrze jak ryba wyciągnięta z wody. Śledź nie zwalniał swego uścisku, wprawiając Szpadkę w kolejny głośny rechot. Mieczyk zgiął się konwulsyjnie.
- Mdleję! - zawołał teatralnie opadł bezwładnie na ramię Śledzika, który z paniki momentalnie wypuścił go z objęć. Chłopak przechylił się przez szyję smoka i znikł z pola widzenia grubasa. Ten wstrzymał powietrze i zastygnął w przerażonym osłupieniu, z bladą jak kreda twarzą.
- Czkawka! - pisnął płaczliwie, zwracając na siebie wszystkie głowy - mamy pasażera za burtą!
Brunet spojrzał na niego z przerażeniem, szukając na jego pobladłym licu jakichkolwiek podpowiedzi. Gdy spojrzał w dół, oddalająca się sylwetka bliźniaka przywołała go do porządku. Potrząsnął głową, zagryzł wargę w przypływie grozy i nie ostrzegając Mirilli, gwałtownie skierował Szczerbatka w dół, na co dziewczyna krzyknęła przeraźliwie i szybko przywarła do torsu chłopaka.
- Ja z nimi zwariuję! - krzyknął Czkawka w eter ze złością, prując prosto w stronę toni morza. Szczerbatek przymykał powieki pod oporem powietrza, które bezlitośnie smagało całą trójkę po oczach. Pędzili tak szybko, że ciężko było im złapać chociażby najpłytszy oddech. W jednej z ostatnich chwil wódz dostrzegł beztrosko spadającego Mieczyka z błogim uśmiechem na twarzy.
- Złapiesz go? - zawołał przez ramię do Mirilli, sam przez szum powietrza nie słysząc swojego głosu. Skierował Szczerbatka lekko w stronę bezwładnej sylweki. Tafla wody była już blisko. Mirilla ledwo dosięgnęła białych kudłów Mieczyka i z trudem, lecz szybko ściągnęła go na grzbiet smoka. Nocna Furia w kilka sekund przed spotkaniem z lodowatą wodą schowała wszystkich pasażerów pod ogromnymi skrzydłami, tak, jak robiła to dziesiątki razy podczas nieudanych szybowań swojego jeźdźca. Dla Czkawki był to tylko kolejny raz, natomiast dla Mirilli coś budzącego grozę i przypędzającego do głowy najczarniejsze scenariusze. Wydała z siebie krzyk dodający otuchy przed spotkaniem z zimną, czarną otchłanią i zaczerpnęła jak najwięcej powietrza w płuca, wbijając paznokcie w ramiona Czkawki. Zacisnęła mocno powieki, gdy Szczerbatek uderzył w taflę morza ogromną siłą. Dziewczyna usłyszała niesamowicie głośny huk wody, który spowodował nagły przypływ ulgi. Żyli. Najpierw woda gwałtownie wdarła się pod skrzydła smoka, a potem pod ich ubrania. Brakowało jej już powietrza, gdy Szczerbatek uchylił skrzydła i ostatecznie zanurzył ich w zimnym jak lód morzu. Mirilla ostatkiem sił wypłynęła na powierzchnię, łapiąc łapczywie mroźne powietrze. Poczuła sile ramię chwytające ją w talii, równie zimne jak na wpół zamarznięta woda.
- Wszystko w porządku? - Czkawka odgarnął ociekającą czuprynę z czoła i nachylił się nad dziewczyną z ciepłymi błyskami w oczach. Gdy ta kiwnęła głową, drżąc na ciele, usadził ją na grzbiecie Szczerbatka i sam podpłynął ku sprawcy całego zamieszania. Miris, obejmując kolana ramionami, spojrzała ma chłopaka, który wlókł już za sobą dryfującego Mieczyka.
- Co z nim? - spytała, dygocąc.
- Będzie żył. - odpowiedział rzeczowo i przerzucił go przez siodło jak worek ziemniaków. Przymocował go paskiem do grzbietu Szczerbatka, a sam usiadł przed brunetką. Zadrżał, gdy mokre ubrania zaczęły szczelnie przywierać do jego skóry.
- Lecimy na tamtą wyspę - wskazał ruchem głowy na zielone skały wynurzające się nieopodal, zwracając się do Mirilli. Ta uniosła brwi.
- Dlaczego nie na Berk? - spytała, szczękając zębami.
- Między innymi dlatego, że trzęsiesz się jak Śledzik na smoczym szkoleniu. Poza tym, do Berk mamy jakieś trzy godziny, a tam będziemy lecieć kilka minut. Ogrzejemy się przy ognisku, coś zjemy i wrócimy do domu. Nie zdążymy już polecieć na wyspę Śliskokrzaków. - wzruszył ramionami
Zmarszczyła lekko czoło.
- A co ze Szpadką i Śledziem?
- Umiejętności Szczerbatka przydadzą nam się do zawiadomienia ich o naszym położeniu. Nie przejmuj się nimi, dadzą radę - zapewnił niedbale.
- Nic z tego nie rozumiem, ale lećmy - wzruszyła obojętnie ramionami.
- Trzymaj się mocno - mruknął do niej Czkawka, dociągając sprzączkę w siodle smoka.
- Nie, błagam! Nie lećmy szybko - zaprotestowała jękliwie. Miała dość szybkich lotów wprawiających ją w mdłości.
- Wolisz przemarznąć na kość?
- Gdy będziemy pruli to cholernie zimne powietrze, będzie taki sam efekt. Moje włosy i tak pokryją się szronem, twoje zresztą też. Na dodatek stracę czucie w palcach! - zalamentowała, ale chłopak wyraźnie był głuchy na jej argumenty.
- Nie marudź. A jak ci zimno, to się przytul - rzucił w eter, uśmiechając się do niej zawadiacko przez ramię.
- Jesteś paskudny - mruknęła, ale mimowolnie objęła go w pasie i przylgnęła do jego pleców.Nim Szczerbatek wystrzelił w powietrze, zdążyła zdrowo trzepnąć chłopaka pięścią w bok.
***
Ale teraz jej zadaniem było nie zaprzątać sobie tym głowy, więc sięgnęła po kolejną księgę z małej kupki. Uchyliła oprawioną w wyblakłą, czerwoną skórę okładkę i uśmiechnęła się na widok, który był jej już bardzo dobrze znany. Na tytułowej stronie widniał wykaligrafowany napis i rysunek Śmiertnika Zębacza. Astrid rozpoznała książkę, z której uczyła się do swojego egzaminu. Przerzuciła kilka kartek i natrafiła na materiałową serwetkę z wyszytą sylwetką smoka, którą sama podarowała Czkawce na urodziny. Tą, która kiedyś leżała na stoliku w kuchni Haddocków.
I teraz do głowy wpadło jej kolejne wspomnienie związane z tymi wspólnymi wieczorami, które spędzała z Czkawką przy stole. Ona siedząca w książkach i on rysujący coś w notatniku, sprzątający albo po prostu patrzący się w ogień tańczący na świeczce postawionej na środku stołu. Przypomniała sobie zagadkowe słowa, które widniały w rogu jednej ze stron i towarzyszącej im kropli krwi. Wtedy zbagatelizowała to dziwne odkrycie, ale teraz dała sobie chwilkę na zastanowienie. Zaczęła przewracać po kolei kartki, szukając tajemniczego fragmentu. Poszukiwania zajęły jej kilka minut, bowiem dopiero pod koniec księgi odnalazła wypisane ręcznie słowa. Zmarszczyła lekko brwi, jeszcze raz zastanawiając się nad ich sensem. Pochylając się lekko nad pożółkłą kartką, przejechała wskazującym palcem po brunatnej kropelce.
W tym momencie dokonała niesamowitego odkrycia, które wywołało u niej dreszcz grozy w okolicach karku. Unosząc palec dostrzegła, iż pozostały na nim lekkie smugi świeżej, czerwonej krwi. Blondynka uniosła brwi ze zdumienia, czując budzący się niepokój w środku. Potarła kciukiem ślady i teraz nie miała już wątpliwości co do prawdziwości tego zjawiska.