sobota, 6 września 2014

Wyjaśnienia

*Tak, tak, taka biedna jest, bo nikt jej bloga nie czyta… Głupie użalanie, też mi coś.*
Wiem, że mała garstka osób czeka na ten przeklęty jedenasty rozdział.
Dlaczego nie piszę?
Otóż wpadłam w „artystycznego doła” - zaczynam wątpić, że ktokolwiek to czyta… Wena może i jest, ale całkowicie straciłam chęci do pisania.
Ale najbardziej przybił mnie fakt, że z 250 wyświetleń dziennie spadło do 40. 
Duża różnica, prawda? 
Rozumiem, rok szkolny i tak dalej (sama nie mam łatwo), więc muszę być wyrozumiała. 
W każdym razie chciałam poprosić, by każdy z was, który przeczyta tę informację, wsparł mnie w formie jednego, dwóch, trzech *wszystko jedno ile*  komentarzy, jeśli dotychczas tego nie zrobił. Ocenianie w reakcjach również mile widziane. Wklejenie linku/banneru gdzieś tam nie wchodzi w grę, bo to już całkiem inna sprawa. 
A ten jedenasty rozdział.. postaram się do niego zebrać. 
Liczę na Was…? 
Pozdrawiam i życzę miłego dnia
~Szczerbata

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział dziesiąty - "Smocze Sanktuarium"

Astrid cały wieczór siedziała w zacisznym zakątku Berk, przy Kruczym urwisku. Wsłuchiwała się tylko w szum drzew, przyglądała się Wichurze. Chciała spędzić całkiem samotnie ostatnie chwile przed egazminem, czytając jeszcze raz uważnie wszystkie rozdziały. Przewróciła kolejną kartkę i z niczego przypomniała sobie tajemniczym zdaniu. Do jej myśli od razu wkradł się Czkawka. 
Ciekawe, co on teraz robi?
Je kolację w fortecy? Lata na Szczerbatku? A może siedzi w domu i myśli o niej? Tak samo, jak ona myśli teraz o nim. Męczyła ją już cała sytuacja. Starała się zachowywać twardo i niewzruszenie na to wszystko, ale dnia na dzień czuła się z tym coraz gorzej. Potrafiła go tylko obserwować w milczeniu. Żadna rozmowa nie wchodziła nawet w grę. 
Astrid poczuła małą kroplę wody na nosie, która brutalnie wyrwała ją z rozmyślań.  A za chwilę kolejną i kolejną. Szum drzew się wzmógł, co oznaczało nadchodząca burzę.
- Chodź Wichurka, lecimy do domu. Trochę zimno się zrobiło. - dziewczyna wrzuciła książkę niedbale do torby i wskoczyła na smoka. Wyleciały ponad drzewa, gdzie uderzył ich silny wiatr. Smoczyca opornie ruszyła naprzód, walcząc z ulewnym deszczem.
Astrid weszła do domu przemoknięta do suchej nitki. Szybko zdjęła mokre ubranie, pozostając w samej bieliźnie. Zagrzała wodę na ognisku i poszła do łazienki, by wziąć zagrzewającą kąpiel. Siedziała tam dobre pół godziny. Nie lubiła marnować czasu, ale na takie przyjemności pozwalała sobie raz na jakiś czas. Gdy wyszła, cały dom wypełnił się przyjemnym zapachem ziół ... i dużą ilością pary wodnej.

*** 

Minęły już dwa dni, a ona nadal nie wiedziała, jak dostać się do Smoczego Sanktuarium. Na szczęście, jak z niebios spadł deszcz, i nieszczęsna Astrid dostała paskudnej grypy. Mirilla wiedziała, co to oznacza. Valka z wielką pewnością wyruszy w to miejsce  po Smoczy Mniszek. Któż zabroni Mirilli polecieć razem z nią?
- Pij, pij do dna. - Valka podała Astrid duży kubek z ziołową herbatą. Dziewczyna owinęła się mocniej grubą pierzyną i pochwyciła w dłonie gorące naczynie. Podciągając nosem upiła łyk herbatki. - dzisiaj polecimy do Sanktuarium, bo inaczej ciężko będzie z twoim zdrowiem. 
Ta w odpowiedzi kiwnęła tylko głową. 
- Miris, lecisz ze mną? - kobieta uśmiechnęła się do brunetki przyjaźnie.
- Oczywiście! - ta odwzajemniła uśmiech, zadowolona ze swych sprawdzonych przewidywań - nigdy tam nie byłam. 
- Polecimy za chwilkę. Ty leż i się wygrzewaj. Nigdzie nie wychodź! - Valka zagroziła jej palcem, śmiejąc się serdecznie - nie będziemy tam dłużej niż godzinkę.
- A ... kto się mną zajmie? - spytała niepewnie Astrid zachrypniętym głosem. 
- Czkawka. - odpowiedziała kobieta tonem, jakby to było oczywiste. - a któż inny?
- Czkawka. - powtórzyła cicho Astrid przekornym tonem. 
Cudownie. 
- No, to idziemy. - kobieta wzięła swój hełm oraz torbę.
Razem w Mirillą wyszły z domu. 
Wskoczyły na swe smoki i wybiły się wysoko w powietrze. Minęła chwila, zanim ich oczom ukazała się ogromna, lodowa góra. Skręciły w szczelinę pomiędzy lód i wylądowały.
Zsiadły ze smoków w całkiem ciemnej jaskini. Valka złapała Miris za rękę i poprowadziła korytarzem z którego biło słabe światło. Wspięły się po uszlifowanych skałach, aż w końcu ukazał się niesamowity widok. Smocze Sanktuarium było niczym całkiem inna, odmienna kraina. Jak podziemny świat, gdzie nikt nie ma dostępu. 
- Tu jest... cudownie... - rzekła cicho Miris, szczerze oczarowana pięknem miejsca. 
- Nieprawdaż? - Valka uśmiechnęła się pod nosem - przesiaduję tu ponad 20 lat, a nadal mam wrażenie, jakbym oglądała to wszystko pierwszy raz... Chodź, poszukamy Smoczego Mniszka.
Dziewczyna jakby wyrwana z transu wróciła na ziemię, podążając za nią. Przeszły w dół urwiska, po drodze podziwiając piękny wodospad. 
- Są... - Valka schyliła się, urywając kilka niepozornie wyglądających listków - zbiorę trochę więcej, na zapas.
- Mogę o coś spytać? - Miris sprytnie przeszła do sprawy, która była głównym celem jej przybycia.
- Tak? - powiedziała kobieta życzliwie, podnosząc na nią głowę  - słucham.
- Gdzie mogę pooglądać smocze jajka? - rzekła, starając się, by nie sprawiała wrażenia speszonej. Dodała łagodząco z nieśmiałym uśmiechem - zawsze mnie to interesowało...
- Wylęgarnia? Idź cały czas prosto, aż trafisz do dużej, zaciemnionej jaskini. - odparła i wróciła do zrywania listków - tylko wracaj zaraz, nie będziemy tu tak długo siedzieć.
Mirilla szybko ruszyła we wskazanym kierunku, zabierając ze sobą torbę.
Błądząc wzrokiem po nieznanych jej roślinach doszła do dużego otworu w skale. Postawiła kilka kroków w przód i zajrzała do środka.
Nie mogła uwierzyć oczom, widząc taką ilość jajek. Na Odyna, gdyby Morgun to zobaczył!
Pośpiesznie zaczęła przeczesywać wszystkie zakamarki wzrokiem, szukając beżowych jaj w ciemnopomarańczowe plamy.
Są!
Dziewczyna podbiegła szybko do owego miejsca i przykucnęła. Przyglądnęła się jajkom i doszła do pozytywnego odkrycia, że są one dość małe. Na oko, wielkości czterech pięści. 
Mirilla zawachała się.
Ostrożnie sięgnęła po dwa z nich i z satysfakcją wcisnęła do swej skórzanej torby.

***

Astrid odłożyła kubek na drewniany stoliczek stojący obok łoża i osunęła się lekko do poziomej pozycji. Powieki same się jej zamykały. Na siłę starała się nie zasnąć, ale nie dała rady postawić się naturze. Chcąc nie chcąc wpadła w przyjemną drzemkę. 
Drzwi od sypialni lekko się uchyliły i do pokoju wszedł Czkawka. Astrid, całkiem nieświadoma wizyty, spała już w najlepsze. Chłopak cicho, by jej nie zbudzić, przysunął krzesło do łóżka i usiadł, składając głowę na oparte o kolana ramiona. 
Przyglądał się tylko jej złotym kosmykom, opadającym na zamknięte powieki i twarz o anielskim wyrazie. Tak wiele mu się teraz mąciło w sercu. Ileż by dał, by móc znowu ucałować jej  malinowe wargi, ujrzeć ciepły uśmiech. 
Siedział w bezruchu i patrzył na wybrankę swego serca. W tej sytuacji tylko tyle mu wystarczyło. Nie wiedział, ile spędził na to czasu. 
- Jesteśmy! - Czkawka usłyszał stłumiony okrzyk swej matki i tym samym wyrwał się ze spokojnej atmosfery. Astrid otworzyła oczy i jej błękitne oczy napotkały na przepełniony miłością i smutkiem wzrok. Chłopak szybko odwrócił głowę, gdy do pokoju weszła Valka oraz Miris. 

___________________________________________________________________________

Tutaj chciałam tylko zaczerpnąć informację, czy wszyscy wiedzą jak wygląda Smocze Sanktuarium? 
Pytam na wszelki wypadek, bo nie jestem pewna, czy wszyscy oglądali "Jak wytresować smoka 2" Jeśli ktoś nie wie, będę taka miła i pokażę wam. c:
A co do rozdzialiku... mam nadzieję, że jako tako wyszedł <:

Enjoy!
~Szczerbata




Rozdział dziewiąty - "Jaja drzewokosów"

Miris leżała w łóżku, oczekując dobrej pory na małą wycieczkę.
List od Morguna leżał na stole, niezbyt zamaskowany przed jakimkolwiek potencjalnym ciekawskim. Dziewczyna dźwignęła się z łoża. Chwyciła kartkę i wrzuciła ją pomiędzy kartki swego notatnika. Do kieszeni włożyła mały zwitek papieru, pochwyciła zeszyt i wyszła z domu, wcześniej wygaszając ognisko.
Szła wolno i cicho by ograniczyć jakichkolwiek świadków. Po drodze zaszła do paśnika i wzięła jedną rybę. Przedreptała przez kładkę i weszła na Arenę.
Pomiot spał w jednej z klatek, tuż obok wejścia. Dziewczyna z trudem przesunęła dźwignię i wrota lekko się uchyliły. Zębacz otworzył zaspane oczy, niezbyt zadowolony nocnymi odwiedzinami. Ku miłemu zaskoczeniu dziewczyny smok miał na sobie siodło.
 - No, chodź... - Mirilla wyciągnęła w stronę smoka apetyczną rybę. Zwierzę przystanęło, wyciągnęło łeb i szybko pochwyciło dany mu smakołyk - grzeczny Pomiot.
Dziewczyna położyła dłoń na jego chropowatej skórze i obrzuciła smoka wzrokiem, którego dzisiaj dostała od Czkawki. Nie był on najpiękniejszym z przedstawicieli Śmiertników Zębaczy, ale dla niej liczyło się dzisiejszej nocy tylko to, że ma sprawne skrzydła i w pełni rozwiniętą umiejętność latania.
Na dworze było niezmiernie ciemno, a zapewne większa część wioski była już zatopiona w kamiennym śnie. Wystarczająca część, by Mirlla niezauważona odleciała z wyspy.
Wgramoliła się szybko na Pomiota. Smok zarzucił głową, zaskoczony nagłym ciężarem. Poderwał się do lotu, przechylając się w prawą stronę, pociągnięty za uprząż.
Mirilla błądziła wzrokiem we mgle, szukając dużej skały w charakterystycznym kształcie, gdzie umówiła się z Morgunem. Po dłuższej chwili zza chmury wyłoniła mała wyspa, a tuż za nią kilka statków.
Pomiot wylądował niezdarnie na pokładzie jednego z nich, z głośnym brzdękiem przewracając wszystko wokół. Dziewczyna zeskoczyła ze smoka z gracją, obrzucając ostrożnym spojrzeniem stojących strażników.
- Przyleciałaś. - ponury, donośny głos odezwał się zza jej pleców.
Dziewczyna szybko obróciła się na pięcie, gdy jej wzrok wylądował na pokrytej bliznami twarzy.
- Tak jak obiecałam... - odparła obojętnym głosem, zatapiając rękę w głębokiej kieszeni w swej tunice.
- Jak tam na Berk? - spytał z ironicznym uśmiechem.
- Nic specjalnego się nie dzieje. - Miris wyciągnęła ku niemu dłoń z kawałkiem pomiętego papieru. Morgun wziął zwitek w palce i szybko rozwinął. Zmarszczył czoło.
- Mają tego za dużo. - skomentowała beztrosko - na dodatek nie było łatwo policzyć.
- Przynajmniej wiemy ile. - mruknął, rzucając okiem na brunetkę - dobrze się spisałaś.
Mirilla pominęła tę pochwałę, nie biorąc jej za bardzo do siebie. I tak wystarczy, że wpakowała się w te wszystkie brudne podstępy.
- Mogę już lecieć? - spytała z nutką zniecierpliwienia w głosie.
- Nie, zaczekaj. Gdzie ci tak śpieszno? - zarechotał z ironią - jak ci się mieszka?
- Dobrze. Dostałam małą izbę, całkiem blisko fortecy. Sama mieszkam. - odparła jakby wymijająco.
- Nie masz na co narzekać... - mruknął i po chwili dodał - mam dla ciebie jeszcze jedno zadanie.
Miris podniosła brwi wyczekująco.
- Przyniesiesz mi kilka jaj Drzewokosów.
Odpowiedź wprawiła ją w niemałe osłupienie.
- Że co? - syknęła zdziwiona - a gdzie ja, na Odyna, takie jajka znajdę? - założyła ręce na biodra, przechylając pytająco głowę.
- Smocze Sanktuarium jest całkiem blisko Berk, czyż nie? - Morgun zauważył chytro.
- Może i jest, co nie oznacza, że Valka go nie pilnuje. Z tego co mi wiadomo, lata tam co najmniej raz na dwa dni. - odpowiedziała z przekąsem.
- Tak? - mężczyzna zastygł w teatralnym zamyśleniu - w takim razie rozmyślę wydanie cie w ręce Dagura. Tego byś chyba nie chciała?
Miris przygryzła wargę, postawiona w sytuacji pod ścianą. Oczywiście, że by tego nie chciała.
- Dobrze, polecę ci już po te jaja. - uległa mimo swej zaciętości i dodała ponuro - Jeśli wcześniej nie zostanę złapana przez Czkawkę lub innego wikinga z Berk. Chyba wszyscy potrafią rozpoznać jaja Drzewokosów. Gdy zobaczą, że takowe mam, nie skończy się to dla mnie dobrze.
- To już chyba nie jest mój problem. - Morgun uśmiechnął się jadowicie - wracaj, bo jest już późno.
Miris posłała mu zimne spojrzenie i wskoczyła na smoka. Pomiot odbił się mocno od drewnianego pokładu i poszybował wgłąb mgły.

***

- Wiecie co? Latałem dziś ze Sztusią wokół Berk i widziałem jakieś statki! - powiedział Śledzik i z przejęcia zakrztusił się swym kawałkiem kurczaka. - taakie ogromne, było ich chyba z osiem!
- E tam. - Sączysmark machnął ręką - statki niedaleko Berk to żadna nowość. Nie jesteśmy na świecie sami, baranie.
- Dzisiaj pierwszy dzień Smoczej Akademii! - wykrzyknął Mieczyk entuzjastycznie, dając porządnego kuksańca w ramię swojej siostrze, niczym kumplowi.
- Ciekawe czy będziesz taki zadowolony, gdy będziesz musiał uczyć od podstaw małe bachory. Zapewniam cię, że jest to koszmarnie nudne. Nie wiem jak wy, ale ja się na to nie piszę... - westchnęła Szpadka, wygrzebując nożem ości z ryby - mam chyba ciekawsze rzeczy do roboty.
- Jak nacieranie swoich kudłów olejem rybnym... - mruknął Mieczyk, pociągając nosem z obrzydzeniem - wytłumacz mi, jak ja z tobą wytrzymuję...
Astrid siedziała na krańcu ławy, obojętnie przysłuchując się rozmowom pozostałych. Cały czas obserwowała ukradkiem Czkawkę, który zajmował miejsce obok Śledzika. Był jakby całkiem nieobecny, pogrążony we własnych myślach.
Pora była stosunkowo wczesna jak na drugie śniadanie, ale wszyscy zebrali się, nie wiadomo dlaczego, wcześniej niż zwykle. Po jakimś czasie jednak sala zaczęła powoli pustoszeć, aż w końcu została tylko ich grupka. Astrid wciąż zastanawiała się, czy powiedzieć Czkawce o statkach Morguna, które widziała niedaleko swej wyspy. Temat był ciężki, ale doszła do wniosku, że od tego zależą nie tylko jej relacje z wodzem, ale również przyszłość całej wyspy. Postanowiła odłożyć to na później.
Chcąc nie chcąc, wstała niechętnie od stołu, z optymistycznymi myślami o jutrzejszym egzaminie, do którego przygotowywała się ponad pół roku. Nie żegnając się nikim opuściła fortecę i skierowała się do swojego domu.


___________________________________________________________________________

Rozdział trochę krótki, ale wydaje mi się, że wymowny. Pierwsza część całkiem improwizowana. :D Na kolejny nie będziecie czekać zbyt długo. Mam nadzieję :x

Enjoy!
~Szczerbata


Czytasz = Komentujesz = Motywujesz! :}