niedziela, 19 października 2014

Rozdział osiemnasty - "Smocze perypetie zdrowotne"

Valka gładziła Szczerbatka po chropowatej skórze, a ten przymykając powieki machał ogonem. Kobieta niespokojnie spojrzała na jego skrzydła, które sprawiały wrażenie coraz bardziej sztywnych.
Świeczki pomału się wypalały, ale w pomieszczeniu nadal panował ciepły blask, w przeciwieństwie do nastroju na zewnątrz, gdzie wiatr dmuchał w cztery strony świata, a blask księżyca ledwo przenikał mrok.
Najpierw coś zastukało, potem skrzypnęło i drzwi się otworzyły. Do kuchni wszedł Czkawka, przynosząc za sobą podmuch mroźnego powietrza.
- Zamknij drzwi. – rzuciła do niego matka, nawet nie patrząc w jego stronę.
- Gdzie wszyscy? Rozeszli się do domów? – spytał chłopak, ściągając z siebie grube futro i buty.
- Mirilla poszła do siebie,  Smark, Śledzik i reszta poszli do fortecy, znów urządzają zabawę. – odpowiedziała nieobecnym tonem.
Chłopak odrzucił ubranie na komodę stojącą tuż przy drzwiach i uważnie przyglądnął się Valce, która oparta o smoka siedziała na dywaniku pod kominkiem.
- Co się stało? – spytał lekko zdezorientowany, zauważając zatroskany wyraz twarzy mamy.
- Nie wiem. – odpowiedziała całkiem zgodnie z prawdą Valka, która nie miała zielonego pojęcia, co może dolegać smokowi – Szczerbatek jest ospały, wciąż macha ogonem… na dodatek jego skrzydła są jakoś dziwnie zesztywniałe, źrenice lekko zwężone… nie wiem co mu może być. Naprawdę nie mam pojęcia. – powiedziała podłamanym głosem, spoglądając na zamglone oczy smoka.
- Hej… - Czkawka przykucnął naprzeciwko Szczerbatka i ujął jego głowę w dłonie – kolego, co jest?
Smok odpowiedział mu żałosnym dźwiękiem, który przypominał bardziej muczenie krowy, niż smoczy pomruk.  Jednak samym wyrazem pyska dawał do zrozumienia, że nie czuje się dobrze.  Przymknął powieki, opierając głowę o ścianę.
- Nie jest z nim dobrze. – mruknął Czkawka, badawczo przyglądając się jego oczom. -  a te skrzydła?
Chłopak przesunął się na kolanach dotykając lewego skrzydła smoka.
Skóra była sztywna i poszarzała, a same skrzydła jakby skrępowane.
Czkawka podniósł brwi na znak, że również nie ma pojęcia, co może być przyczyną tak fatalnego stanu Szczerbatka. Spojrzał na matkę wyczekującym spojrzeniem.
- Od kiedy już to ma? - spytał, podnosząc się z klęczek.
- Gdy wszyscy poszli do siebie, zauważyłam, że kiepsko wygląda. Może wcześniej już to miał, Czkawka, ja na prawdę nie wiem! - Valka rzuciła mu zrezygnowane spojrzenie, załamując ręce. Obydwoje jeszcze raz popatrzyli na smoka, ciężko oddychał, z przymkniętymi oczami.
Nie wyglądało to dobrze.

***

Astrid obróciła się na drugi bok, wciąż odtwarzając sobie w myślach zdarzenia z dnia dzisiejszego. Nie mogła siebie do końca przekonać, że wszystko się zakończyło w tak niemalże wymarzony dla niej sposób. Mimo, że przeżyła ostatnio ciężkie dni, odrzuciła je teraz w najdalszy zakątek swego umysłu i uśmiechnęła się do sufitu na wspomnienie cudownego wieczoru, który zatarł wszystkie nieporozumienia między nią a Czkawką. 
Gdy jej policzki już wyschły, ocierane kilkakrotnie przez niego, udali się na długi spacer. Taki, jak każda dziewczyna może sobie wymarzyć. Szli wolno, po klifach, w zaroślach, w świetle księżyca. I dużo rozmawiali. Jakby odrabiając cały stracony czas.
Tak, Astrid w końcu mogła zasnąć spokojnie.

***

Był piękny, jesienny poranek. Straszliwce straszliwe jeszcze spały na dachu, a Czkawka siedział przy stole, wciąż grzebiąc widelcem w zimnej jajecznicy. Biało żółta papka już od kilku minut zniechęcała go swoim wyglądem, jednocześnie zmuszając do zakończenia śniadania. 
Chłopak poderwał się znad stołu, zasuwając krzesło. Nie chcąc budzić swego smoka, wymknął się szybko z mieszkania, zmierzając w północną część wioski.
Po krótkim spacerku w przyjemnym słońcu, stanął przed ciężkimi, dębowymi drzwiami. Pora była wczesna, więc zdecydował się zapukać trochę ciszej.
Rozległo się ciche człapanie po skrzypiącej podłodze i zza uchylonych drzwi wyłoniła się zaspana twarz Mirilli. 
- Czkawka? - na widok niespodziewanego gościa dziewczyna uniosła brwi.
- Jak się czujesz? - spytał odruchowo
- Dziękuję, już lepiej. Męczy mnie trochę katar, ale Astrid dała mi nieco ziół. - odpowiedziała z serdecznym uśmiechem na twarzy.
- Astrid? - Bąknął Czkawka, nie kryjąc swego zdziwienia. Od kiedy jego wybranka stała się taka pomocna dla rywalki?
- Cóż w tym dziwnego? - Miris zmarszczyła czoło, siląc się na zdumiony ton.  - może wejdziesz do środka? Trochę tu zimno. 
- Dobry pomysł. - mruknął chłopak, przechodząc szybko przez próg. - No więc, jest pewna sprawa.. - zaczął , siadając na krześle tuż przy kominku.
- Słucham. 
- Wczoraj wieczorem Szczerbatek marnie wyglądał. Był jakiś ospały, ogłuszony. Na domiar złego miał zesztywniałe skrzydła, a skóra w nich rozpięta szara po brzegach. Pomyślałem, że skoro ani ja ani mama nie wiemy co mu jest, może ty na coś wpadniesz. - Czkawka spojrzał na nią wyczekująco, a ona uważnie przetwarzając opis stanu smoka, zmarszczyła brwi. 
- Poszarzałe skrzydła, tak? - mruknęła sama do siebie i jakby doznała olśnienia - dawaliście mu jakieś owoce lub inne rośliny?
- Rośliny... - Czkawka zaczął gorączkowo przekopywać swe myśli w poszukiwaniu choć jednej wzmianki o Szczerbatku zajadającym się chwastami  - wydaje mi się, że nie, nie... 
- Zatem może pójdziemy do twojego domu i tam dokładnie go obejrzę? - zaproponowała unosząc się z krzesła. 
- Możemy i tak. - przytaknął niemrawo.
- Ale mimo wszystko wydaje mi się, że jeśli twojej mamie nie udało się zdiagnozować problemu, mi też się nie uda. Nie łódź się... - Miris zaśmiała się lekko, próbując go choć trochę pocieszyć - nie martw się, na pewno jest z nim lepiej niż na to wygląda... 
- Mam nadzieję. - westchnął, krzywiąc usta w czymś, co miało być uśmiechem. 
Coś huknęło na dworze. Jakaś sylwetka zamajaczyła w oknie, gdy drzwi zaskrzypiały.
- Czkawka! - w progu stanęła Astrid z przestraszonym wyrazem twarzy. - chodźcie szybko!
- Co się stało? - spytał chłopak, lekko ogłupiony nagłym zwrotem sytuacji.
- Szczerbatek. Nie jest z nim dobrze. - odpowiedziała pośpiesznie, chwytając go mocno za rękę i ciągnąc na zewnątrz. 

_____________________________________________________________________________

Hot osiemnaście, świętujmy ^^

Nie gryźć! :<
Przepraszam, że znowu tak długo czekaliście na rozdział. Ale nawał nauki i wybrakowane pokłady weny utrudniały tylko pisanie. Wybaczycie, prawda?
Wredna ze mnie jędza, że zakończyłam w takim momencie C:<
Ale nie martwcie się, mam w pełni opracowany plan, który powinnam zrealizować w ciągu kilku dni.
Ale ja zawsze tak gadam, a potem trzeba dwa tygodnie czekać....
Tym razem daję Wam moje smocze słowo, iż nie będziecie długo czekać na dziewiętnastkę. ;) Choćby nie wiem co, apokalipsa/sprawdzian/whatever, napiszę jak najszybciej. 
Jutro poniedziałek, niee :<

Enjoy!
~Szczerbata






środa, 8 października 2014

Rozdział siedemnasty - "Księżycowe wyznania"

Astrid pociągnęła mocno za przetarty sznur i wywlekła z wody małą sieć, która zdążyła się już zapełnić świeżymi rybkami.
Wichura z dzikim entuzjazmem podbiegła do swej właścicielki, machając skrzydłami.
- Łap! - dziewczyna rzuciła smoczycy dorodną rybę i przetarła ręce o spodnie. Usiadła pod drzewem, śmiejąc się pod nosem.
Chwyciła kilka ździebełek trawy i zaczęła mimowolnie pleść z nich cienki warkoczyk. Podniosła głowę na Wichurę, która była w trakcie pożerania ostatniej ryby z poplątanej sieci.
- I kto to będzie musiał odplątywać? ... Ja. - mruknęła sama do siebie, wzdychając.
Niebo przybrało pomarańczową barwę, przydałoby się już pomalutku zbierać. Ale do zmroku jeszcze kilka chwil.
Mimo, iż piękne zachody słońca były na Berk codziennym widowiskiem, Astrid za każdym razem nie żałowała czasu na podziwianie pięknych różowych i pomarańczowych smug widniejących na niebie.
- Chodź Wichurka, pójdziemy na klify. - dziewczyna przywołała smoczycę, wstając ociężale. Ruszyły spacerkiem wgłąb lasu, Astrid powoli i w zamyśleniu, Wichura z wesołymi popiskiwaniami i gonitwami za zającami. Ściemniło się już niemalże całkowicie, więc smoczyca dała odrobinę światła ze swej ognistej paszczy. Na życzenie właścicielki, rzecz jasna.
W końcu zza drzew wyłoniło się ciemnogranatowe morze. Dziewczyna powoli weszła pod górę i usiadła na wysuniętej skale z prześlicznym widokiem na czarną, połyskującą światłem wschodzącego księżyca wodę.
Oparła się wygodnie o drzewo, wystukując palcami na korze rytm znanego jej bardzo dobrze utworu, który stanowił obowiązkowy punkt programu każdej z zabaw w fortecy.
Zabawa w fortecy. Czy wszystko musi kojarzyć się z Czkawką?
Gdyby tak teraz zapomnieć o wszystkim i rzucić się w ukochane ramiona, pozostać w nich choć na jeden moment?
Wtedy byłoby za łatwo. Świat bez niezgody to nie świat.
Coś poruszyło się z tyłu.
Astrid obróciła się niespokojnie, przekonując siebie, iż to tylko wiatr.
Zza skał, jak gdyby nigdy nic, wyszedł Czkawka, otrzepując się z liści i gałązek.
Dziewczyna zacisnęła tylko wargi.
Czkawka usiadł obok niej z beztroskim wyrazem twarzy.
- Wiedziałem, że tu będziesz. - oznajmił z nutką entuzjazmu w głosie, próbując rozładować atmosferę.
Nie odpowiedziała, wpatrując się uparcie w srebrzystą tarczę księżyca.
- Jak twój egzamin? - spytał, siląc się na w miarę naturalny ton.
- Od kiedy cię to interesuje? - rzuciła ostro Astrid, spoglądając w jego stronę. - W dzień, gdy go miałam , bez słowa wyleciałeś z Berk. - warknęła, wbijając paznokcie w niczemu winną ziemię. 
Czkawka wziął głęboki wdech, czując, że rozmowa zaczyna się od tego samego tematu, wałkowanego już kilka razy.
- Znasz powód dla którego poleciałem. Ile razy zamierzasz mi to jeszcze wypominać? - mimo swych dobrych intencji, rzekł ostrożnym tonem.
- Nic ci nie wypominam. - Astrid znowu wbiła wzrok w nieprzeniknione, czarne głębiny.
- W takim razie może uczepisz się czegoś innego, niż Mirilli? Dobrze wiesz, że gdyby nie my, zginęłaby w lochch Dagura. - Czkawka starał się uciąć temat. Szczerze był już tym zmęczony.
- Oczywiście. Przecież panna Miris jest najważniejsza. - mruknęła, ledwo panując nad swą irytacją.
- Zrozum, że mam dość rozmów w kółko o tym samym.
- Mówię tylko, jak wygląda to z zewnątrz. I jak ja to czuję.
- Więc jaki jest cel w tym, że wciąż do tego wracasz? - Czkawka czuł, że napięcie rośnie w nim coraz bardziej.
- Bo jest mi z tym źle. A ty wciąż nie chcesz tego zrozumieć. - Astrid spojrzała na niego pełnym wyrzutów wzrokiem. 
- Przeszkadza ci to, że troszczę się o innych? 
Dziewczyna poderwała się do pionu, zaciskając pięści. 
- Przeszkadza mi to, że masz mnie gdzieś. - powiedziała, teraz już nie ze złością, lecz z bólem. - Nie masz dla mnie choć chwili. Od kiedy jest tu Miris, wszystko między nami zaczęło się walić, nie zauważyłeś tego? - Głos ugrzązł w gardle, a powieki znów napełniły się łzami. - obydwoje udajemy, że nic się nie dzieje. Tak naprawdę, codziennie myślę, że mogłoby być inaczej. Gram na pokaz, by nie było po mnie widać, że cierpię. A ty mimo tego wszystkiego dalej nic nie dostrzegasz. Jak mi na tobie zależy. - te ostatnie słowa niemal wyszeptała, płaczliwym tonem, oczekując jakiejkolwiek reakcji z jego strony na słowa, które tym razem wylały się prosto z jej kruchego serca. - Nie potrafię ci spokojnie spojrzeć w oczy po tym wszystkim, co się między nami stało. Gdy tylko cię widzę, walczę sama ze sobą, by rzucić ci się w ramiona...
- Więc dlaczego tego nie zrobisz? - Czkawka spojrzał jej głęboko w błękitne oczy, mimo panującego półmroku wokół.
Astrid, zaskoczona odpowiedzią, zastygła w bezruchu. Straciła wszelkie siły i wolę, by dalej cierpieć.
Wtuliła się szybko w jego tors, czując słone łezki na twarzy. Ten objął ją mocno ramieniem, jakby nigdy już nie miał puścić. 
Przyjemne ciepło znów rozeszło się po ciele. Położyła głowę na jego ramieniu wzdychając przez łzy głęboko. Czas się zatrzymał, świerszcze cykały w zaroślach. Księżyc dawał przyjemny, srebrzysty blask.
- Wiem, że czujesz  się odrzucona. Wiem, że jest ci trudno, tak jak i mi. Czasami przychodzę na treningi tylko po to, by spędzić z tobą czas. A gdy tylko oderwę się od zajęć, wciąż gdzieś jesteś w mojej głowie. Często mam ochotę mieć cię przy sobie, ale nie mogę. Ale chcę, byś wiedziała, że jesteś  dla mnie wyjątkowym i cennym skarbem, którego za nic w świecie nie mogę stracić. To ty się dla mnie liczysz na pierwszym miejscu. Mimo, iż cię kocham, nie zawsze mam szansę to okazazać... Wybaczysz mi to wszystko? 
Astrid w odpowiedzi oplotła jego szyję dłońmi, podciągając nosem.
Czkawka chwycił ją za brodę, podnosząc jej głowę. Pocałował dziewczynę długo i czule, odrabiając wszystkie te dni w których trwali w niezgodzie. Astrid wplotła palce w jego kasztanową czuprynę, czego już od tak dawna nie robiła.
- Kocham cię, nie zapominaj o tym. - szepnął jej do ucha, mocno obejmując.
- Będę pamiętać. - odrzekła niemal niesłyszalnie, zamykając oczy. 

________________________________________________________________________


Nie przesłodziłam? 
Aż sama się cieszę, że w końcu się pogodzili. ^^ Hiccstrid tak bardzo ^^
Gdy się to czyta, nie czuć tego napięcia. Jednak gdy to pisałam, działo się to wszystko jakoś o wiele wolniej... nie wyszło zbyt dobrze. :<
Wybaczcie mi za marną długość tego rozdziału, ale nie chciałam już nic innego wciskać, by 'zachować klimat'. :D W sumie nie jestem zadowolona z ilości linijek, ale cóż poradzić. :<
Przepraszam również za to, że tak długo czekaliście. Miałam niestety sporo nauki, zresztą, nadal mam. 
Co do tytułu.. eh, znowu nie miałam pomysłu. ;____:
Mam nadzieję, iż rozdzialik się podoba. Kolejny postaram się napisać jak najszybciej. :)

Enjoy!
~Szczerbata

poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział szesnasty - "Pannie Miris na ratunek" + Gadka szmatka

UWAGA!
Uważnie przeczytajcie tekst napisany  pochyłym, grubym drukiem. To pomoże wam w zrozumieniu kolejnych rozdziałów ;)

___________________________________________________________________

Czkawka chwycił nadgarstek Dagura i wygiął za plecy. Ten jęknął z bólu i schylił się w pół. Chłopak chwycił nóż w drugą dłoń.
- Czego ode mnie chcesz? - syknął Dagur, mocując się z jego silnymi dłońmi, co dawało odwrotny skutek. - przybywasz na naszą wyspę i buszujesz po lochach! To ja powinienem ci teraz grozić nożem!
- Oddaj dziewczynę, a nic ci się nie stanie. - Czkawka przystawił mu ostrą krawędź do policzka, wzmacniając uścisk.
- Skąd wiesz, że ona tu jest? - wycedził, sprawiając wrażenie zdezorientowanego.
- Nie udawaj półgłówka, wysłałeś nam list... - odparł mu równie szybko, jednak lekko zbity z tropu tym razem wiarygodnym zachowaniem Dagura.
- List, też mi coś. - prychnął, na chwilę dając za wygraną w szamotaniu się - o czym ty bredzisz?
Czkawka lekko zmarszczył czoło, przygryzając wargę. Coś tu nie grało.
To jemu się pomyliło, czy mi?
Dagur, perfidnie wykorzystując chwilę jego zamyślenia, wyrwał się z uścisku i obrócił wokół, wyzwalając obolałą rękę. Oślepiony gniewną zemstą, rzucił się na Czkawkę, powalając na zimną posadzkę. Chłopak uderzył nosem w wystający kamień, syknąwszy z bólu. Obrócił się szybko na plecy, przytrzymując szalejące pięści wściekłego Dagura, tym samym ochraniając swoją twarz od kolejnych ciosów. Rzucił okiem na jego zbroję, spod której pasa zabłysnął srebrny klucz. Jak gdyby ze zdwojoną energią przewrócił go na plecy i po chwili szamotaniny i wymienieniu kilku ciosów pochwycił w palce połyskający przedmiot. Zadał Dagurowi kilka pięści na oszołomienie i szybko podbiegł do celi, gdzie w rogu siedziała zwinięta postać.
Przekręcił z trudem klucz i uchylił kraty, wprawiając zawiasy w ciche skrzypnięcie. Sylwetka najpierw wolno się poruszyła.
- Czkawka! - Miris kuśtykając wyszła z celi, wpadając wprost w ramiona chłopaka, który mocno objął ją rękami. Przyjrzał się uważnie jej twarzy, która była cała posiniaczona, nie wspominając już o licznych rankach na ustach i brwiach.
- Nie mamy wiele czasu... - mruknął do niej i wstał, ujmując ją za rękę. Wstała ociężale, z trudem. Minęli w miarę szybko bełkoczącego Dagura, wpadając na korytarz.
Ich kroki odbijały się echem po całych lochach, jednak zagłuszane przez jeszcze jeden szum. Z oddali, jednak coraz bliżej rozlegały się krzyki i odgłosy walki.
Gdy tylko wybiegli ze stęchłych lochów, źródło owych odgłosów pojawiło im się tuż przed oczami. Grupka strażników oraz Szpadka, Mieczyk, Śledzik, Smark i Eret toczyli zaciętą walkę. Gdy przebity mieczem jeden ze strażników padał, do twierdzy przybywało kolejnych dwóch.
Czkawka pozostawiając osłupioną Mirillę doskoczył do swych towarzyszy.
- Na Odyna, co ci się stało w twarz! - wykrzyknął Śledzik zauważywszy chłopaka i rzucił mu miecz - łap!
- Mała szarpanina z Dagurem.. to nic wielkiego. - odparł wymijająco, chwytając zręcznie broń.
- Aha, tak się walczy! - wykrzyknął Smark, uderzając pięścią kolejnego żołnierza z wielką siłą. Ten odleciał w tył, uderzając z impetem w stojący za nim stół.
Czkawka na chwilę zatrzymał się w miejscu obserwując tylko wszystko wokół. Działo się to niczym sen, a wszyscy to tylko wymysły wyobraźni.
Z zamyślenia wyrwało go mocne uderzenie w bark, które zwaliło go z nóg. Ktoś złapał go mocno za szyję, na co on wierzgnął nogami, odrzucając przeciwnika z siebie. Ten, zdążywszy jeszcze machnąć mieczem, ugodził chłopaka w ramię. Ostrze przebiło mocną skórę kombinezonu i zagłębiło się w jego ramieniu, tworząc niemałą ranę, z której zaczęły kapać małe strużki krwii.
- Koniec tego, zwijamy się! - krzyknął do reszty Czkawka, ściskając się za ramię. Jednocześnie, z trudem odpierając co chwila napadających żołnierzy, zaczął przemieszczać się do wyjścia z twierdzy. Odrzucił ramieniem jednego z nich i w ostatniej chwili wymknął się na zewnątrz. W tym samym momencie jego dłoń ścisnęły delikatne palce, a szyję załaskotały brązowe włosy. Miris drastycznym ruchem złapała się go  razem z nim znalazła się na zewnątrz.
Czkawka zagwizdał, a zza filaru wyłonił się Szczerbatek oraz reszta smoków. Chłopak wgramolił się wraz z Mirillą na jego grzbiet, gdy z twierdzy wylała się grupa żołnierzy, a w nich wmieszana pozostała cześć przyjaciół Czkawki.
Wszyscy szybko wygramolili się z tłumu. Wskoczyli na swe smoki, wzbijając się w powietrze.
- Lecimy! - krzyknął Mieczyk i razem ze Szpadką w ostatniej chwili wgramolił się na startującego Wymiota.

***

Astrid stała pod wrotami fortecy, opierając się plecami o zimny kamień. Stukała palcami o ścianę, ze zdenerwowaniem oczekując powrotu Czkawki. Chłód wzmagający się z każdą minutą zmierzchu był coraz bardziej dotkliwy.
Mogłam zostać w domu...
Na przemian przygryzała wargę, potem znów uchodziła kilka kroków. To czekanie było zbyt męczące, by stać w bezruchu. Było właściwie bezpodstawne i niepotrzebne, bo w końcu Czkawka odstawił ją na drugi plan i poleciał na pomoc Mirilli. Zapominając o niej, o jej egzaminie. Który zresztą zdała. Przed wyjściem walczyła sama ze sobą, ale w końcu górę wzięło to, co podpowiadało serce. 
Coś na chwilę przyćmiło zachodzące słońce, gdy tuż przed nią wylądował Szczerbatek, a za nim pozostałe smoki. Reszta zeskoczyła ze swych skrzydlatych, głośno dzieląc się swymi emocjami po stoczonej walce. Czkawka zszedł ze Szczerbatka i przełożył notes z sakiewki do kieszeni i podniósł wzrok. Napotykając na jej spojrzenie zastygł w miejscu. Podszedł kilka kroków, stojąc całkiem blisko Astrid.
- Co ci się stało? - spytała niewinnym głosem, przejeżdżając dłonią po jego pomarańczowym od krwi policzku.
- To.. to nic. - odparł cicho, spoglądając głęboko w jej błękitne oczy, czego już od tak dawna nie robił. 
Astrid rzuciła okiem na jego również zakrwawione ramię.
- Jesteś ranny... - rzekła cicho, dalej gładząc palcem jego policzek.
- Bywa... - uśmiechnął się niemalże niewidocznie i powoli schylił się, by pocałować dziewczynę.
Ta, całkiem gwałtownie odsunęła się od jego twarzy, patrząc w ziemię. Znowu to zrobiła. Znów dała się ponieść emocjom. Mimo tego, że całkowicie go nie obchodziła. Karcąc się w duchu za brak dyscypliny, pomrugała, by powstrzymać łzy, które ostatnio za często gromadziły się w jej oczach. Zacisnęła tylko usta i minęła go bez słowa, walcząc sama ze sobą, by się nie odwrócić. 

***

- Opowiedz wszystko, spokojnie. Już jesteś bezpieczna. - Valka podała Mirilli ciepły kubek z parującymi ziołami. Dziewczyna wzdrygnęła się tylko, opatulona kocem.
Rozglądnęła się wokół, przechodząc wzrokiem z jednej twarzy na drugą. Wszyscy otaczali ją z uważnymi spojrzeniami, jakby jej historia była na wagę życia całej wioski.
W mieszkaniu Czkawki było ciepło i przyjemnie. Mimo tego gardło wciąż nie chciało słuchać poleceń i zamiast słów, przepuszczało tylko powietrze.
Kobieta nachyliła głowę z łagodnym wyrazem twarzy, nakłaniając Mirillę do wypowiedzi.
- Ehkm... - ta odchrząknęła, wzmagając skupienie na twarzach zebranych - Urodziłam się w Południowej Osmanii, jak zapewne większość z was wie. Miałam piętnaście, może szesnaście lat, gdy pewnego dnia na wyspę napadł Dagur. Nikt nie wiedział dlaczego, po prostu przybył i już. Nie było czasu na nic i zostawała tylko obrona. Zależało mu głównie na smokach, a my dzielnie ich broniliśmy. Ja również brałam udział w walkach. I wtedy zdarzył się wypadek, a mianowicie postrzeliłam strzałą jego żonę. - tu zatrzymała się na chwilę, dając chwilkę na przejęte westchnienia słuchaczy - Rana nie była śmiertelna, lecz i tak po kilku dniach umarła z zakażenia. Wtedy już wiedziałam, że Dagur do końca życia będzie mi to pamiętał. Postanowiłam jak najszybciej uciec, by nie dostał mnie w swoje ręce. Plan się nie powiódł i w końcu i tak trafiłam do jego lochów. Pod ciągłym nadzorem zajmowałam się smokami. Jednak miałam w sobie 'to coś' i najlepiej ze wszystkich dogadywałam się ze smokami. W końcu dostałam się pod opiekę szamanki, u której mieszkałam. Pewnego wieczoru wyjawiła mi tajemnicę. Opowiedziała mi o Smoczym Sanktuarium oraz Szmaragdowych Jajach. 
- Szmaragdowe Jaja? - przerwał jej Smark sarkastycznym tonem.
- Zamknij się. - burknęła Szpadka, rzucając mu znudzone spojrzenie.
Mirilla chrząknęła, spoglądając na twarze zebranych.
- Jakiś czas potem Dagur dowiedział się o tym. Znaczy... że Szamanka wyjawiła mi tajemnicę. Od tamtego czasu zaczął mnie nękać, bym wyjawiła mu wszystko co do słowa. Nieugięcie wciąż mu odmawiałam, a jemu wrócił gniew z dawnych lat. Jak dotąd nie pamiętał, że przyczyniłam się do śmierci jego żony, od tamtego dnia wciąż mi to wypominał i groził. Nie czułam się tam już bezpiecznie, więc obmyśliłam plan ucieczki. I po prostu uciekłam. Dryfowałam po morzu, a potem dobiłam tutaj. - Miris odetchnęła głęboko, dając znak, że skończyła.
- W takim razie... - Czkawka pierwszy przerwał napięte milczenie - dlaczego nie powiedziałaś nam tego od razu? Zrobilibyśmy cokolwiek, by zapewnić ci odrobinę większe bezpieczeństwo...
Mirilla chwilę zastanowiła się, by dać sensowną odpowiedź.
- Eh, to nie było takie łatwe... - powiedziała z lekkim zmieszaniem - lepiej było skłamać, niż opowiadać wam taką zakręconą historię. Stwierdziłam, że na to będzie jeszcze wiele stosownych momentów. I proszę - oto mamy! - dziewczyna uśmiechnęła się szczerze, próbując lekko rozładować atmosferę.
Szpadka, Mieczyk, Śledzik, Smark, Valka i Pyskacz siedzieli tylko wokół stołu, każdy zatopiony w swych myślach. Na pewno, wszyscy zrozumieli całą tę historię. Teraz tylko w zadumie, układali wszystko po kolei.
Czkawka wstał od stołu i bez słowa wyszedł, zostawiając Miris z grupką, która wróciła już do świata żywych i poczęła zasypywać ją pytaniami odnośnie jej historii.
On natomiast gdy tylko zamknął ciężkie drzwi, rozglądnął się wokół siebie. Teraz starał się wyrzucić wszystkie myśli z głowy i skupić się na jednej, najważniejszej - Astrid.
Dobrze wiedział, gdzie mogła teraz być.
Mimo świstającego, zimnego powietrza, które wdzierało się pod ubranie ruszył w tamtym kierunku w nadziei, że tam właśnie ją spotka.
I wszystko wytłumaczy.

___________________________________________________________________

Po pierwsze - pisałam, że rozdział pojawi się w sobotę lub w niedzielę. W istocie pierwsze dwie części były napisane już w sobotę. Nie dodawałam ich, gdyż czekałam na większą ilość komentarzy. Jednak to nie nastąpiło... a że miałam również sporo weny... znajcie moją dobroć. ;)
Po drugie - Chciałam też tu podziękować Wam za 5000 wyświetleń. Stwierdziłam, iż nie ma sensu pisać osobnych postów, bo i tak we wszystkich piszę to samo. ('Dziękuję, że jesteście ze mną, bla bla...) Więc teraz napiszę wam tylko kilka słów - DZIĘKUJĘ, KOCHAM WAS, NIE PRZESTAWAJCIE CZYTAĆ! ♡
Co do tego ostatniego, w istocie mam jeszcze wiele pomysłów i zdarzeń, które nastąpią wkrótce... a niektóre są naprawdę ciekawe i myślę, że warte przeczytania. :)
Po trzecie - Jak pewnie większość z Was się domyśliła, to nie jest całkowita historia Miris. Jakiś mały kawałek jest odcięty... a jaki, dowiecie się później. :)
Po czwarte - Kolejny rozdział będzie głównie o Astrid i Czkawce, także wszystkich fanów Hiccstrid zapraszam serdecznie do czytania! Czy się pogodzą? Zobaczycie... ;)
I w końcu, po piąte - Mam dziś dobry humor, więc zacznę chyba pisać siedemnasty rozdział. Kiedy się on pojawi? Podejrzewam, że za około trzy dni, oczywiście nic nie obiecuję. Jak każdy wie, zawsze mogą zdarzyć się wypadki losowe... albo niezły leń. ;)

To chyba wszystko? Eh... dużo się tego trochę zrobiło.

Enjoy! :3
~Szczerbata


Czytasz = Komentujesz = Motywujesz! :}