poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział szesnasty - "Pannie Miris na ratunek" + Gadka szmatka

UWAGA!
Uważnie przeczytajcie tekst napisany  pochyłym, grubym drukiem. To pomoże wam w zrozumieniu kolejnych rozdziałów ;)

___________________________________________________________________

Czkawka chwycił nadgarstek Dagura i wygiął za plecy. Ten jęknął z bólu i schylił się w pół. Chłopak chwycił nóż w drugą dłoń.
- Czego ode mnie chcesz? - syknął Dagur, mocując się z jego silnymi dłońmi, co dawało odwrotny skutek. - przybywasz na naszą wyspę i buszujesz po lochach! To ja powinienem ci teraz grozić nożem!
- Oddaj dziewczynę, a nic ci się nie stanie. - Czkawka przystawił mu ostrą krawędź do policzka, wzmacniając uścisk.
- Skąd wiesz, że ona tu jest? - wycedził, sprawiając wrażenie zdezorientowanego.
- Nie udawaj półgłówka, wysłałeś nam list... - odparł mu równie szybko, jednak lekko zbity z tropu tym razem wiarygodnym zachowaniem Dagura.
- List, też mi coś. - prychnął, na chwilę dając za wygraną w szamotaniu się - o czym ty bredzisz?
Czkawka lekko zmarszczył czoło, przygryzając wargę. Coś tu nie grało.
To jemu się pomyliło, czy mi?
Dagur, perfidnie wykorzystując chwilę jego zamyślenia, wyrwał się z uścisku i obrócił wokół, wyzwalając obolałą rękę. Oślepiony gniewną zemstą, rzucił się na Czkawkę, powalając na zimną posadzkę. Chłopak uderzył nosem w wystający kamień, syknąwszy z bólu. Obrócił się szybko na plecy, przytrzymując szalejące pięści wściekłego Dagura, tym samym ochraniając swoją twarz od kolejnych ciosów. Rzucił okiem na jego zbroję, spod której pasa zabłysnął srebrny klucz. Jak gdyby ze zdwojoną energią przewrócił go na plecy i po chwili szamotaniny i wymienieniu kilku ciosów pochwycił w palce połyskający przedmiot. Zadał Dagurowi kilka pięści na oszołomienie i szybko podbiegł do celi, gdzie w rogu siedziała zwinięta postać.
Przekręcił z trudem klucz i uchylił kraty, wprawiając zawiasy w ciche skrzypnięcie. Sylwetka najpierw wolno się poruszyła.
- Czkawka! - Miris kuśtykając wyszła z celi, wpadając wprost w ramiona chłopaka, który mocno objął ją rękami. Przyjrzał się uważnie jej twarzy, która była cała posiniaczona, nie wspominając już o licznych rankach na ustach i brwiach.
- Nie mamy wiele czasu... - mruknął do niej i wstał, ujmując ją za rękę. Wstała ociężale, z trudem. Minęli w miarę szybko bełkoczącego Dagura, wpadając na korytarz.
Ich kroki odbijały się echem po całych lochach, jednak zagłuszane przez jeszcze jeden szum. Z oddali, jednak coraz bliżej rozlegały się krzyki i odgłosy walki.
Gdy tylko wybiegli ze stęchłych lochów, źródło owych odgłosów pojawiło im się tuż przed oczami. Grupka strażników oraz Szpadka, Mieczyk, Śledzik, Smark i Eret toczyli zaciętą walkę. Gdy przebity mieczem jeden ze strażników padał, do twierdzy przybywało kolejnych dwóch.
Czkawka pozostawiając osłupioną Mirillę doskoczył do swych towarzyszy.
- Na Odyna, co ci się stało w twarz! - wykrzyknął Śledzik zauważywszy chłopaka i rzucił mu miecz - łap!
- Mała szarpanina z Dagurem.. to nic wielkiego. - odparł wymijająco, chwytając zręcznie broń.
- Aha, tak się walczy! - wykrzyknął Smark, uderzając pięścią kolejnego żołnierza z wielką siłą. Ten odleciał w tył, uderzając z impetem w stojący za nim stół.
Czkawka na chwilę zatrzymał się w miejscu obserwując tylko wszystko wokół. Działo się to niczym sen, a wszyscy to tylko wymysły wyobraźni.
Z zamyślenia wyrwało go mocne uderzenie w bark, które zwaliło go z nóg. Ktoś złapał go mocno za szyję, na co on wierzgnął nogami, odrzucając przeciwnika z siebie. Ten, zdążywszy jeszcze machnąć mieczem, ugodził chłopaka w ramię. Ostrze przebiło mocną skórę kombinezonu i zagłębiło się w jego ramieniu, tworząc niemałą ranę, z której zaczęły kapać małe strużki krwii.
- Koniec tego, zwijamy się! - krzyknął do reszty Czkawka, ściskając się za ramię. Jednocześnie, z trudem odpierając co chwila napadających żołnierzy, zaczął przemieszczać się do wyjścia z twierdzy. Odrzucił ramieniem jednego z nich i w ostatniej chwili wymknął się na zewnątrz. W tym samym momencie jego dłoń ścisnęły delikatne palce, a szyję załaskotały brązowe włosy. Miris drastycznym ruchem złapała się go  razem z nim znalazła się na zewnątrz.
Czkawka zagwizdał, a zza filaru wyłonił się Szczerbatek oraz reszta smoków. Chłopak wgramolił się wraz z Mirillą na jego grzbiet, gdy z twierdzy wylała się grupa żołnierzy, a w nich wmieszana pozostała cześć przyjaciół Czkawki.
Wszyscy szybko wygramolili się z tłumu. Wskoczyli na swe smoki, wzbijając się w powietrze.
- Lecimy! - krzyknął Mieczyk i razem ze Szpadką w ostatniej chwili wgramolił się na startującego Wymiota.

***

Astrid stała pod wrotami fortecy, opierając się plecami o zimny kamień. Stukała palcami o ścianę, ze zdenerwowaniem oczekując powrotu Czkawki. Chłód wzmagający się z każdą minutą zmierzchu był coraz bardziej dotkliwy.
Mogłam zostać w domu...
Na przemian przygryzała wargę, potem znów uchodziła kilka kroków. To czekanie było zbyt męczące, by stać w bezruchu. Było właściwie bezpodstawne i niepotrzebne, bo w końcu Czkawka odstawił ją na drugi plan i poleciał na pomoc Mirilli. Zapominając o niej, o jej egzaminie. Który zresztą zdała. Przed wyjściem walczyła sama ze sobą, ale w końcu górę wzięło to, co podpowiadało serce. 
Coś na chwilę przyćmiło zachodzące słońce, gdy tuż przed nią wylądował Szczerbatek, a za nim pozostałe smoki. Reszta zeskoczyła ze swych skrzydlatych, głośno dzieląc się swymi emocjami po stoczonej walce. Czkawka zszedł ze Szczerbatka i przełożył notes z sakiewki do kieszeni i podniósł wzrok. Napotykając na jej spojrzenie zastygł w miejscu. Podszedł kilka kroków, stojąc całkiem blisko Astrid.
- Co ci się stało? - spytała niewinnym głosem, przejeżdżając dłonią po jego pomarańczowym od krwi policzku.
- To.. to nic. - odparł cicho, spoglądając głęboko w jej błękitne oczy, czego już od tak dawna nie robił. 
Astrid rzuciła okiem na jego również zakrwawione ramię.
- Jesteś ranny... - rzekła cicho, dalej gładząc palcem jego policzek.
- Bywa... - uśmiechnął się niemalże niewidocznie i powoli schylił się, by pocałować dziewczynę.
Ta, całkiem gwałtownie odsunęła się od jego twarzy, patrząc w ziemię. Znowu to zrobiła. Znów dała się ponieść emocjom. Mimo tego, że całkowicie go nie obchodziła. Karcąc się w duchu za brak dyscypliny, pomrugała, by powstrzymać łzy, które ostatnio za często gromadziły się w jej oczach. Zacisnęła tylko usta i minęła go bez słowa, walcząc sama ze sobą, by się nie odwrócić. 

***

- Opowiedz wszystko, spokojnie. Już jesteś bezpieczna. - Valka podała Mirilli ciepły kubek z parującymi ziołami. Dziewczyna wzdrygnęła się tylko, opatulona kocem.
Rozglądnęła się wokół, przechodząc wzrokiem z jednej twarzy na drugą. Wszyscy otaczali ją z uważnymi spojrzeniami, jakby jej historia była na wagę życia całej wioski.
W mieszkaniu Czkawki było ciepło i przyjemnie. Mimo tego gardło wciąż nie chciało słuchać poleceń i zamiast słów, przepuszczało tylko powietrze.
Kobieta nachyliła głowę z łagodnym wyrazem twarzy, nakłaniając Mirillę do wypowiedzi.
- Ehkm... - ta odchrząknęła, wzmagając skupienie na twarzach zebranych - Urodziłam się w Południowej Osmanii, jak zapewne większość z was wie. Miałam piętnaście, może szesnaście lat, gdy pewnego dnia na wyspę napadł Dagur. Nikt nie wiedział dlaczego, po prostu przybył i już. Nie było czasu na nic i zostawała tylko obrona. Zależało mu głównie na smokach, a my dzielnie ich broniliśmy. Ja również brałam udział w walkach. I wtedy zdarzył się wypadek, a mianowicie postrzeliłam strzałą jego żonę. - tu zatrzymała się na chwilę, dając chwilkę na przejęte westchnienia słuchaczy - Rana nie była śmiertelna, lecz i tak po kilku dniach umarła z zakażenia. Wtedy już wiedziałam, że Dagur do końca życia będzie mi to pamiętał. Postanowiłam jak najszybciej uciec, by nie dostał mnie w swoje ręce. Plan się nie powiódł i w końcu i tak trafiłam do jego lochów. Pod ciągłym nadzorem zajmowałam się smokami. Jednak miałam w sobie 'to coś' i najlepiej ze wszystkich dogadywałam się ze smokami. W końcu dostałam się pod opiekę szamanki, u której mieszkałam. Pewnego wieczoru wyjawiła mi tajemnicę. Opowiedziała mi o Smoczym Sanktuarium oraz Szmaragdowych Jajach. 
- Szmaragdowe Jaja? - przerwał jej Smark sarkastycznym tonem.
- Zamknij się. - burknęła Szpadka, rzucając mu znudzone spojrzenie.
Mirilla chrząknęła, spoglądając na twarze zebranych.
- Jakiś czas potem Dagur dowiedział się o tym. Znaczy... że Szamanka wyjawiła mi tajemnicę. Od tamtego czasu zaczął mnie nękać, bym wyjawiła mu wszystko co do słowa. Nieugięcie wciąż mu odmawiałam, a jemu wrócił gniew z dawnych lat. Jak dotąd nie pamiętał, że przyczyniłam się do śmierci jego żony, od tamtego dnia wciąż mi to wypominał i groził. Nie czułam się tam już bezpiecznie, więc obmyśliłam plan ucieczki. I po prostu uciekłam. Dryfowałam po morzu, a potem dobiłam tutaj. - Miris odetchnęła głęboko, dając znak, że skończyła.
- W takim razie... - Czkawka pierwszy przerwał napięte milczenie - dlaczego nie powiedziałaś nam tego od razu? Zrobilibyśmy cokolwiek, by zapewnić ci odrobinę większe bezpieczeństwo...
Mirilla chwilę zastanowiła się, by dać sensowną odpowiedź.
- Eh, to nie było takie łatwe... - powiedziała z lekkim zmieszaniem - lepiej było skłamać, niż opowiadać wam taką zakręconą historię. Stwierdziłam, że na to będzie jeszcze wiele stosownych momentów. I proszę - oto mamy! - dziewczyna uśmiechnęła się szczerze, próbując lekko rozładować atmosferę.
Szpadka, Mieczyk, Śledzik, Smark, Valka i Pyskacz siedzieli tylko wokół stołu, każdy zatopiony w swych myślach. Na pewno, wszyscy zrozumieli całą tę historię. Teraz tylko w zadumie, układali wszystko po kolei.
Czkawka wstał od stołu i bez słowa wyszedł, zostawiając Miris z grupką, która wróciła już do świata żywych i poczęła zasypywać ją pytaniami odnośnie jej historii.
On natomiast gdy tylko zamknął ciężkie drzwi, rozglądnął się wokół siebie. Teraz starał się wyrzucić wszystkie myśli z głowy i skupić się na jednej, najważniejszej - Astrid.
Dobrze wiedział, gdzie mogła teraz być.
Mimo świstającego, zimnego powietrza, które wdzierało się pod ubranie ruszył w tamtym kierunku w nadziei, że tam właśnie ją spotka.
I wszystko wytłumaczy.

___________________________________________________________________

Po pierwsze - pisałam, że rozdział pojawi się w sobotę lub w niedzielę. W istocie pierwsze dwie części były napisane już w sobotę. Nie dodawałam ich, gdyż czekałam na większą ilość komentarzy. Jednak to nie nastąpiło... a że miałam również sporo weny... znajcie moją dobroć. ;)
Po drugie - Chciałam też tu podziękować Wam za 5000 wyświetleń. Stwierdziłam, iż nie ma sensu pisać osobnych postów, bo i tak we wszystkich piszę to samo. ('Dziękuję, że jesteście ze mną, bla bla...) Więc teraz napiszę wam tylko kilka słów - DZIĘKUJĘ, KOCHAM WAS, NIE PRZESTAWAJCIE CZYTAĆ! ♡
Co do tego ostatniego, w istocie mam jeszcze wiele pomysłów i zdarzeń, które nastąpią wkrótce... a niektóre są naprawdę ciekawe i myślę, że warte przeczytania. :)
Po trzecie - Jak pewnie większość z Was się domyśliła, to nie jest całkowita historia Miris. Jakiś mały kawałek jest odcięty... a jaki, dowiecie się później. :)
Po czwarte - Kolejny rozdział będzie głównie o Astrid i Czkawce, także wszystkich fanów Hiccstrid zapraszam serdecznie do czytania! Czy się pogodzą? Zobaczycie... ;)
I w końcu, po piąte - Mam dziś dobry humor, więc zacznę chyba pisać siedemnasty rozdział. Kiedy się on pojawi? Podejrzewam, że za około trzy dni, oczywiście nic nie obiecuję. Jak każdy wie, zawsze mogą zdarzyć się wypadki losowe... albo niezły leń. ;)

To chyba wszystko? Eh... dużo się tego trochę zrobiło.

Enjoy! :3
~Szczerbata


sobota, 27 września 2014

Rozdział piętnasty - "Na ratunek"

Szczerbatek szybko machał skrzydłami, rozpędzając obłoki mgły wokół. Popędzany co chwila przez Czkawkę w końcu parsknął niezadowolony, wzbijając się wyżej. Bliźniaki, Śledzik i Smark lecieli tuż za nimi, głośno planując całą akcję. Eret leciał z boku, zatopiony w swych rozmyślaniach.
- Wylądujemy na wyspie, tuż obok twierdzy Dagura. Wpadniemy do środka, pozabijamy wszystkich...
- A ja wezmę klucz i uratuję naszą księżniczkę! - Mieczyk przerwał beztrosko Smarkowi, krzyżując ręce za głową.
- O, na pewno nie... Miris zostanie uratowana przeze mnie! - Ryknął Sączysmark, odgrażając się pięścią w stronę chłopaka.
- W takim razie zdecyduj się, czy chcesz zabijać, czy ratować laski. - mruknęła całkiem zdegustowana Szpadka, niezbyt przejęta całą sytuacją - ja osobiście wolę osłaniać, że tak powiem... - chrząknęła - tyły...
- Ta, tyły. Lepiej już będzie, jeśli ty ją uwolnisz. - rzekł rezolutnie Śledzik obracając się ku niej.
Czkawka przysłuchując się temu wszystkiemu, karcił się tylko w myślach, że wziął akurat ich.
- Skąd wiecie, że tam będzie klucz? - rzucił niby obojętnie, wprawiając wszystkich w niemałe ogłupienie.
- Dobre spostrzeżenie. - odezwał się Śledzik po kilku chwilach, wkładając koniuszek kciuka do ust, jak miewał w zwyczaju w sytuacjach problemowych.
- Wszystko jedno, byle byśmy wrócili szybko do domu. - jęknęła Szpadka, opierając się leniwie o głowę Wyma.
Smoki wzleciały ponad chmury, gdzie niebo było przejrzyście błękitne. Tylko jeszcze nieliczne, białe obłoczki niczym pióra dryfowały wysoko nad nimi.
Czkawka zadarł głowę do góry, głeboko wciągając krystaliczne powietrze. To nie pierwsza potyczka z Dagurem. Miał tylko nadzieję, że tym razem nie będzie to nic poważnego.
- Daleko jeszcze? - mruknął Smark, poprawiając się w siodle ospałego Hakokła, który leniwie machał skrzydłami.
- Tak. - odparł Czkawka z przekąsem, lekko podirytowany obojętnością towarzyszy. W tym momencie miał wrażenie, że tylko on ma głowę na karku. Ewentualnie Śledzik lub Eret. Albo obaj naraz.
Mimo, iż Czkawka głowę na karku miał, poraz kolejny akcja miała rozgrywać się bez scenariusza. Zero jakichkolwiek przewidywań. 'Pożyjemy, zobaczymy', a raczej 'Czas i okoliczności pokażą...' opisywało jego sposób myślenia i planowania. Sam w duchu nie przejmował się tym, bo często spontaniczne akcje wypadały niczym idealnie zaplanowane, kończąc się powodzeniem. Zmysł zdrowego rozsądku w trudnych sytuacjach miał bowiem we krwii.
Niech będzie tak i tym razem.
- Oto i jest! - wykrzyknął Eret, gdy zza obłoków mgły wyłoniły się ostre brzegi skał. Był to dopiero jeden z najbardziej  wysuniętych skrawków wyspy.
- Już nie mogę się doczekać minki Dagura... - Mieczyk zaśmiał się jadowicie, zacierając dłonie.
Czkawka rzucił tylko na niego wzrokiem, powstrzymując się od powściągliwego komentarza.
Wbił spojrzenie w krystaliczne powietrze przed nimi, dając znak Szczerbatkowi, że już niedługo.
- Od której my tu strony... - mruknął Smark, ze zdziwieniem przyglądając się usianej kolcami ziemi.
Szczerbatek przechylił skrzydła i gwałtownie skręcił, nurkując w dół. Przemknął między mokrymi skałami i wylądował miękko w ogromnej, skalnej jaskini.
Już po chwili do jamy wpadła pozostała piątka.
- Pamiętacie, jak dostaliśmy się do podziemi kilka lat temu? - Spytał Czkawka podnosząc znacząco brwi.
- O nie, ja już drugi raz nie będę nurkować w tej lodowatej wodzie! - Szpadka skrzyżowała ręce na piersiach, krzywiąc usta.
- Chyba jednak będziesz musiała. - Mieczyk pchnął Szpadkę z rechotem, a ta straciła równowagę. Zachwiała się na szyi Wyma i wpadła z głośnym pluskiem do krystalicznie czystego jeziorka.
- A niech cię diabeł trzaśnie! - pisnęła, machając rękami z zimnej wodzie - zabiję cię kiedyś!
Czkawka spojrzał na Śledzika, dając mu znak, by zanurzył Sztukamięs.
- Czkawka, no co ty... - wymamrotał Śledź, przykładając dłonie do ust. - Uaaaaa!!!
Hakokieł szybko chwycił smoczycę w szpony i wraz z nią zanurkował.
Czkawka skrzywił się tylko, przerażony wizją zanurzenia się w lodowatej wodzie.
- Szczerbek, nurkuj! - jęknął, zaciskając powieki. Smok wziął tylko potrząsnął głową i powoli zanurkował.
- Cóż za amatorski plan. - mruknął Eret do siebie, stojący tuż przy swoim smoku. - płyńcie, ja zostanę. Powodzenia

***

- Wiecie, co macie robić. - syknął Czkawka, opierając się o kamienny filar przy wyjściu z jamy. Na twarz dalej skapywała mu woda z brązowej czupryny. 
- Właśnie chodzi o to, że nie wiemy. - mruknął Mieczyk, szczękając zębami. 
- Idźcie zająć strażników, ja chwilę po was wyjdę i ocenie teren. Zakradnę się do lochów. Nie litujcie się nad jego strażnikami. Zabijajcie lak leci. Jasne? - zwrócił się srogim tonem do towarzyszy.
- Ta, oczywiście. - przytaknął lekko znudzony Smark - możemy już iść?
Czkawka kiwnął głową, patrząc tylko, jak grupka znika za kamiennym filarem. Oparł się o ścianę, przyglądając się Szczerbatkowi. 
- Bezpieczniej chyba będzie w powietrzu, jak myślisz? - mruknął do niego i wdrapał się na jego grzbiet. 
Smok delikatnie poderwał się do góry, szybując w zimnym powietrzu. Czkawka schylił głowę, by lepiej przyjrzeć się osadzie z góry. - Dawno tu nie byliśmy... - mruknął. 
Mroźne podmuchy targały mu włosy, na których zdążyły osadzić się kryształki szronu. Cisza wokół była wprost nie do zniesienia. Czkawka mimowolnie zaczął nucić piosenkę, która już od kilku dni utknęła mu w głowie. 
Twierdza wyłoniła się spośród wysokich warowni. Szczerbatek delikatnie obniżając lot, wylądował tuż za budowlą, w cieniu uschniętych drzew. 
- Czekaj tu na mnie. - mruknął chłopak do smoka, składając szybkiego buziaka na jego nosie.
Czkawka ostrożnie wyszedł zza kamiennego murka, uważnie się rozglądając. Wokół panował całkowity spokój. Ani śladu po strażnikach. 
Pewnie wszyscy polecieli na przynętę...
Z większą już pewnością siebie ruszył w przód, wyciągając z kieszeni sztylet, tak na wszelki wypadek.
Wrota do fortecy były uchylone, ku jego zdziwieniu. Wślizgnął się do środka, starając się jak najciszej stawiać kroki. Gdy tylko owiał wzrokiem całą salę i ocenił brak jakichkolwiek osób przemknął przez środek i wpadł przez mosiężne drzwi do lochów.
Od progu jego nozdrza uderzył zapach stęchlizny i wilgoci. Wokół panował półmrok, a korytarz lekko schodził w dół. Niepewnym krokiem ruszył przed siebie, co chwila potykając się o wystającą, nierówno ułożoną kostkę. Jego oczom ukazało się kolejne wejście, do którego bez wahania się skierował.
Rozglądnął się wokół, gdy zorientował się, gdzie jest. Wszędzie widniały tylko cele i zardzewiałe kraty. Pozostałości z jakichś wielkich bitew, dawnego imperium łupieżców?
Przez chwilę wydawało mu się, że źle trafił. Jednak gdy usłyszał stłumione słowa, wypowiedziane przez znajomy głos rozbrzmiały po kamiennych ścianach, od razu zaczął rozglądać się za kluczami, które mogłyby być gdzieś tu ukryte. 
W tym momencie ktoś chwycił go mocno za szyję i przycisnął do ściany. Kolejny zduszony, pełen strachu krzyk Miris przywołał Czkawkę do rzeczywistości.
- Czkawuś... - wysyczał Dagur, przyciskając go mocniej do zimnego kamienia - co ty tu robisz?

__________________________________________________________________________

Po pierwsze, strasznie głupi tytuł. Ale nie umiałam wymyślić innego, a ten mi pasował. ;_____;
Wybaczcie, że musieliście tak długo czekać. Najpierw napisałam początek, a potem nie mogłam się zebrać do napisania kolejnych kilku linijek.
Specjalnie zakończyłam w takim momencie, by utrzymać Was w napięciu C:<
Wyszło mi? :)
Ale nie martwcie się, szesnastka już dzisiaj, ewentualnie jutro. ;)

Enjoy!
~Szczerbata



niedziela, 21 września 2014

Rozdział czternasty - "Poranna narada"

Czkawka leżał na łóżku, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w sufit. Nie spał już od jakiegoś czasu, czekając tylko na wschód słońca. Dzisiaj jednak nie było na co liczyć, chmury zasnuwały całe niebo ponad Berk. Przed oczyma znowu pojawił mu się obraz Astrid, mijającej go z bolesnym spojrzeniem.
Ile to jeszcze potrwa? 
Dzień, tydzień, może miesiąc?
Każda chwila dłużyła się coraz bardziej, bez świadomości pory dnia oraz braku planów na najbliższe kilka godzin.
Czkawka przerywając rozmyślania, przewrócił się na drugi bok, na siłę zamykając powieki. Wszystko zapowiadało się w szarych barwach, na domiar złego Miris gdzieś zniknęła.
No właśnie, gdzie ona może być?
Z dołu dało się słyszeć ciche pukanie. Chłopak miał już unosić się sponad kołder, ale interesant samowolnie udzielając sobie pozwolenia, wszedł do domu, wprawiając ciężkie drzwi w głośne skrzypienie.
- Czkawka! - krzyk zdyszanego Śledzika rozbrzmiał po całym mieszkaniu. Nutka lęku w jego głosie zmusiła Czkawkę do szybkiego zejścia do kuchni.
- Co się stało? Pali się? - chłopak przetarł oczy ospale, spoglądając na zatroskanego Śledzika.
- Gorzej... - wymamrotał po czym chwycił nie do końca przytomnego Czkawkę za dłoń i wyciągnął szybko z mieszkania. Przemknęli przez główne skrzyżowanie i wpadli do fortecy. Tam powitała ich już mocno rozbudzona gromada o kamiennych twarzach.
Tuż obok ogniska, na posadzce leżał mały Straszliwiec, a nad nim siedzieli bliźniacy.
Sączysmark stał oparty o stół, z uniesioną na Czkawkę głową.
Gdzie Astrid?
Siedziała nieco dalej, oparta łokciem o ławę. Kreśląc lekko nożem na stole, nie zauważyła przyjścia chłopaka. Całkiem zatopiona w swoich ponurych myślach.
Czkawka skierował swą uwagę na grupce, która wyraźnie była czymś dotknięta.
- O co chodzi? – spytał niepewnie,  a Śledzik ścisnął go mocno za rękę.
- To jest straszne… - wymamrotał, zwalniając uścisk swych grubych palców.
Smark uniósł się niechętnie, ściskając w ręku zwinięty pergamin.
- A… co z nim? – Czkawka wskazał na płytko oddychającego Straszliwca i podszedł kilka kroków bliżej. Kucając, położył dłoń na chropowatej skórze smoka.
- Był wyczerpany, gdy tu przyleciał… - powiedziała cicho Szpadka, wpatrując się w stworzenie.
- Jakby przemierzył pół świata… - dopowiedział Mieczyk i spojrzał na siostrę.
- Czytaj. – Zanim Czkawka zdążył zadać kolejne pytanie, Sączysmark wcisnął mu zwój w dłoń.
Chłopak rozwinął szybko pergamin, spodziewając się najgorszego. Już po pierwszych słowach serce poczęło mu bić szybciej.
Czcigodny wodzu Berk!
Piszę nie bez przyczyny, bo bez przyczyny się nie pisze. Na naszej wyspie, czyli wyspie Łupieżców pojawił się ostatnio nowy nabytek – bardzo niepokorna dziewczyna o imieniu Miris. Pragnę tylko zawiadomić, iż pozostanie ona w naszych skromnych progach na czas nieokreślony. Informuję ze względów formalnych, gdyż owa niewiasta podała Berk jako swoje obecne miejsce zamieszkania. 
A wódz musi chyba wiedzieć, gdzie znajdują się jego ludzie, jeśli nie ma ich na wyspie. Czyż nie?
Dziewczyna wróci cała i zdrowa!
Z  pozdrowieniami
Dagur

- Kto to przyniósł? – spytał Czkawka, patrząc na kamienne twarze pozostałych – skąd to macie?
- To jego sprawka… - Śledzik wskazał palcem na marnie wyglądającego Straszliwca. 
Chłopak pokiwał głową. Wszystko było oczywiste i pokazane w najjaśniejszym świetle, więc nie było się nad czym zastanawiać. Jedyne co go teraz zdumiewało w tej chwili to to, że Dagur sam targał się na niemały problem, wyjawiając, iż porwał Mirillę. Chciał starcia, tylko w jakim celu?
- Wiemy co chcesz powiedzieć… - mruknął Mieczyk, podnosząc na niego głowę.
- Nie ma sensu jej odbijać. Dagur nic jej nie zrobi, a znając ją, sama ucieknie.  – z rogu Sali odezwał się melodyjny, donośny głos.
Czkawka spojrzał w tamtą stronę, napotykając wzrokiem na Astrid. Sekundy bił się sam ze sobą, by zignorować te słowa.
- Dlaczego od razu nie ma sensu? - Smark wprost rwał się do akcji ratunkowej - może Dagur więzi ją w lochach? 
- A nawet jeśli, cóż od może od niej chcieć? - dziewczyna podniosła się z ławy i podeszła do grupy, przysiadając na murku ogniska. 
- Nie jesteśmy do tego, by główkować się nad tym, co Dagur może chcieć od Miris. Ma to jakieś znaczenie? Naszym obowiązkiem jest teraz ratowanie jej, zanim będzie za późno... - Czkawka nie panując już nad słowami, wypowiedział to co myślał. Nie zwracając uwagi na to, do kogo to mówi.
- Dobrze, ale...  - Astrid mimo twardych zdań wypowiedzianych w jej stronę była przy swoim - dlaczego tak ci na tym zależy?
Nastała chwila niezręcznej ciszy, w której obydwoje patrzyli na siebie skłóconymi teraz spojrzeniami. 
- To jest moje zadanie Astrid. Ojciec wybrał mnie na wodza bez powodu, a wódz winien spełniać swoje obowiązki, między innymi troszczenie się o swój lud. W tym momencie powinniśmy już po nią lecieć, a nie prowadzić bezsensowne dyskusje... - rzucił twardo.
- Nie znasz jej, jest tobie i nam niemal obca. Wzięła się nie wiadomo skąd, a ty rwiesz się na starcie z Dagurem, tylko po to, by ją odbić... - odpowiedziała wzburzonym tonem, jednak siląc się na spokój.
- A jeśli powiem, że robię to z dobrego serca? - Czkawka spojrzał na Astrid zimnym, oschłym spojrzeniem. - Bo cenne jest dla mnie każde życie, niezależnie od tego, kim jest jego właściciel?
W tym momencie uleciało z niej całe zdenerwowanie, zastąpione przez tępe uczucie bólu, które uderzyło prosto w jej dumę. Zastygając w milczeniu, szybko uniosła się z murka. Przeszła pośpiesznie przez salę, tworząc głuche echo kroków.
Wyszła, trzaskając ciężkimi drzwiami.  

***

Astrid przewracała kolorowe nitki z wełny w palcach, plotąc szaliczek. Zamówień miała już kilka, a poranki i wieczory były coraz chłodniejsze. Wszyscy w wiosce cenili części garderoby jej wyrobu, szczególnie panie. 
Myśl o zdanym egzaminie nie pozwalała jednak zapomnieć o  fakcie, który ogromnie ją męczył.
Polecieli. Bez niej. 
Przekonywała sama siebie, że to nie jej sprawa i nie ma się czym przejmować. Ale w głębi serca czuła ogromne wyrzuty. Jakąś zazdrość i bezczynną złość, z którą nic nie dało się zrobić. 
Zrobiła jeszcze kilka pętelek, kilka razy przeciągnęła włóczkę.
Gotowy szal uniosła go do góry, chwytając za dwa końce. Z uznaniem przyglądnęła się swojemu wyrobowi, który wyszedł całkiem niebrzydko. 
Przynajmniej to mi wychodzi. 
Uśmiechnęła się pocieszająco sama do siebie. 


_____________________________________________________________________________

Wszyscy czekali na tę chwilę... ! :)
W końcu czternasty rozdział został napisany, po kilku dniach mordęgi, gdy nie mogłam nic nabazgrać w tych moich półgodzinnych sesjach na obcych 'urządzeniach' :)
 Komputer sprawny mi oddali, od razu usiadłam do pisania i w kilka godzinek z przerwami wytłukłam ten oto rozdzialik. :>
Jeszcze tak formalnie - blog zostaje odwieszony! :)

Enjoy!
~Szczerbata



Czytasz = Komentujesz = Motywujesz! :}