niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział trzydziesty drugi - ''To Mirilla"

          Nim na arenę wkroczyła grupa zdezorientowanych dzieci, Mieczyk i Szpadka zdążyli trzy razy się pobić, łupiąc się tarczami w czaszki. Śledź stał z boku, przebierając nóżkami. Nie raz prowadził lekcje bez Czkawki, ale spoglądając swymi malutkimi oczyma na istoty z podejrzanymi wyrazami twarzy, miał pewne obawy. Na całe szczęście, było ich tylko sześciu. 
- Ustawiać się w szeregu, krasnale! - ryknął Sączysmark, na co grupka przydreptała i ustawiła się pokornie. 
- Kto latał na smoku, wystąp! - nakazał, marszcząc brwi. Malce rozglądnęły się nerwowo po sobie. 
- Nikt? - Smark zmrużył oczy. Grupka potrząsnęła głowami na potwierdzenie jego słów. 
- W takim razie.... - przyłożył palce do brody i zmierzył każdą twarz po kolei. Uniósł brwi w olśnieniu - tarcze w dłonie i biegamy dookoła areny. Trzeba rozruszać te wątłe ciałka!
Dzieci z niechętnymi minami pochwyciły ogromne, drewniane okręgi i rozpoczęły bieg męczenników, potykając się co chwila o nierówną, kamienną posadzkę areny.
- Ale masz metody... - mruknął Śledzik do ucha Smarkowi, który z satysfakcją oglądał trud 'krasnali'.Wszystko by szło po jego myśli, gdyby nie Mirilla, która wkroczyła na arenę, przeciskając się przez niedomkniętą bramę. Z groźnym wzrokiem zbliżała się ku Sączysmarkowi. Stała przez chwilę i przyglądała się grupce, aż zwróciła się do chłopaka.
- Co ty wyprawiasz? - zmarszczyła brwi.
- Każę im biegać. - odpowiedział, wypinając pierś.
- To widzę - powiedziała z przekąsem, zakładając ręce na biodra - padną ze zmęczenia, nim zdążysz polecić im drugie 'ćwiczenie'! 
- A tam, gadasz - machnął ręką w powietrzu, odwracając od niej spojrzenie. Dodał po chwili - Zła rozgrzewka?
- Wyobraź sobie, że tak - odpowiedziała nieco zirytowanym głosem i zakrzyknęła do dyszącej grupki - Ej, wy tam! Zatrzymajcie się!
- Co ty wyprawiasz?! - ryknął Smark, powstrzymując się od pchnięcia dziewczyny. - właśnie podważasz mój autorytet!
- Jakbyś zgadł. Brawo za spostrzegawczość - mruknęła z sarkastycznym uśmiechem i zwróciła się do dzieci - Rzucić te tarcze i rozgrzewajcie się w miejscu!
- Przestań, to moja lekcja! - jęknął chłopak, patrząc na nią ze złością i po chwili krzyknął - biegać dalej!
- Nie, zatrzymajcie się! - odegrała się szybko Mirilla, patrząc zadziornie w stronę Smarka. 
Chłopak zacisnął pięści. 
- Jeszcze raz tak zrobisz... - urwał Smark, szukając dobrego argumentu.
- To...? - uniosła brwi z triumfem.
- To nic. - burknął ze złością i mruknął pod nosem - głupia baba.
Mirilla popatrzyła na niego groźnie.
- Co powiedziałeś? - syknęła, mrużąc oczy.
- Że jesteś głupią babą! - krzyknął Smark, marszcząc brwi ze wściekłości.
- Ale za to jaką piękną... - nagle, nie wiadomo skąd, za Smarkiem pojawił się Mieczyk.
- Odszczekaj! - syknęła Mirilla do Sączysmarka, ignorując blondyna.
- Nie - odparł przekornym tonem - jeszcze czego!
Miris niewiele myśląc zamachnęła się pięścią. Pech chciał, że Smark miał dobry refleks. W ostatniej chwili schylił się w ucieczce przed ciosem, a pięść dziewczyny wylądowała na twarzy Mieczyka. Chłopak zachwiał się, ledwo pozostając w pionie.
Brunet zarechotał głośno, a dziewczyna zatkała usta dłonią.
- Co to miało być? - jęknął głupawo, krążąc oczami po arenie. 
Mirilla tym razem pewna w niechybność swojej pięści, wycelowała ze zdwojoną siłą w Sączysmarka. Nim chłopak zdążył zauważyć wściekły cios dziewczyny, jego nos był rozkwaszony niczym jabłko. Miris uśmiechnęła się do niego słodko.
- Jeszcze kilka podobnych epitetów, a twoja twarz będzie wyglądać podobnie jak nos. - warknęła, trzepocząc rzęsami - Miłego treningu, Adiu! - nim ktokolwiek zdążył jej odpowiedzieć, zniknęła w ciemnej bramie.
- Niezły cios. - mruknął Mieczyk, spoglądając na zakrwawiony nos Smarka i jednocześnie masując obolały policzek. 
- Zamknij się, bo ode mnie też zaraz oberwiesz! - warknął w odpowiedzi brunet i popatrzył z nienawiścią w miejsce, gdzie przed chwilą zniknęła dziewczyna. 

***

          Czkawka spędził niemal cały poprzedni dzień i noc, siedząc przy łożu, gdzie leżała dziewczyna. Co jakiś czas przysypiał, matka przynosiła mu herbatę, namawiając, by się położył. Ale on, głuchy na jej prośby, wciąż wpatrywał się w nieruchomą twarz Astrid, powtarzając sobie, że wszystko będzie dobrze. Moment, który wynagrodził mu to całodobowe czekanie nastąpił rano, gdy Czkawka powinien znajdować się na arenie.
          Pokój był nieco zaciemniony, a oliwkowe zasłony zasłaniały całą okiennicę. Tylko w rogu paliła się mała świeczka, która rzucała wątłe światełko na odległość kilkunastu centymetrów. Na stoliku przy łóżku leżał stwardniały kawałek chleba, który służył Czkawce jako posiłek na całą noc. Gdy Astrid otworzyła oczy, chłopak leżał na jej nogach schowanych pod kołdrą, lekko drzemając. Najpierw rozglądnęła się wokół, ale ciemności uniemożliwiły jej zlokalizowanie, gdzie się znajduje. Dopiero oliwkowy materiał zdradził jej, że leży w łóżku narzeczonego. 
- Czkawka - powiedziała cicho zachrypniętym głosem, potrząsając jego dłonią. 
Ten uniósł szybko głowę na głos blondynki i spojrzał z ulgą.
- Długo chciałaś mnie jeszcze trzymać w niepewności? - uśmiechnął się szeroko, czując ciepło na sercu i czym prędzej ucałował blondynkę, co podziałało na nią jak regenerujące zioła. Czkawka wstał z koślawego stołka i odsunął ciężkie zasłony, wpuszczając przyjemne światło do wnętrza pokoju. 
- To Mirilla - wypowiedziała zdławionym głosem, czując jak gardło odmawia jej posłuszeństwa.
- Co takiego? - chłopak uniósł brwi w zaskoczeniu.
- Mirilla - chrypnęła jeszcze raz, wypowiadając jednocześnie ostatnie słowo. Że też akurat w tamtym momencie jej struny głosowe musiały się zbuntować.
Czkawka popatrzył na nią z lekkim zdezorientowaniem.
- Nic nie mów, jesteś wycieńczona. - powiedział wymijającym tonem, posyłając jej ciepły uśmiech. Wiedział, że Astrid nie do końca może wiedzieć co mówi, aczkolwiek te słowa wprawiły go w lekkie zdziwienie.
Blondynka spojrzała na niego beznamiętnie, zaciskając pięści pod kołdrą. Dlaczego on jej nigdy nie wierzy?

***

          Sala napełniała się z każdą minutą. Czkawka siedział na swoim miejscu, przy obszernym stole zastawionym mnóstwem jedzenia. Matka cudem wypchnęła go z domu, obiecując, że będzie siedziała przy Astrid. Chłopak opierał się łokciem o rogiem stołu i cały czas myślał o słowach, które wypowiedziała dzisiejszego ranka jego narzeczona. 
- Coś taki ponury? - rzekł do niego Pyskacz, kręcąc wąsy na haku. Dlaczego on zawsze musiał widzieć te iskierki rozmyślania w jego oczach?
- Nic - wzruszył ramionami, choć wiedział, że Pyskacz nie da się nabrać na odpowiedź.
- Nie kłam, przecież widzę - skrzypnął i zajrzał w jego zielone tęczówki.
- Astrid. - odpowiedział po chwili, stwierdzając, że ta odpowiedź będzie najtrafniejsza i jednocześnie zgodna z prawdą. 
- Eh, te kobiety - mruknął, kręcąc głową - A swoją drogą, jak się czuje?
- Chyba dobrze, nie wiem. Nie mówi. - Czkawka patrzył się tępo w tlącą się pochodnię umieszczoną na ścianie na przeciw. 
- Jak to? - ciekawość wąsacza nie znała granic. 
- Normalnie. A jeśli już coś mówi, to z taką chrypką, że nie da się zrozumieć - westchnął chłopak i stwierdził znużonym głosem po chwili - chyba nie jestem głodny. Zresztą... muszę pogadać z Mirillą.
- Z Mirillą? - ożywił się Pyskacz, na co Czkawka rzucił mu zirytowane spojrzenie.
- Tak, z Mirillą! - warknął, wstając od stołu. Sam nie wiedział, dlaczego tak go to zdenerwowało.
- Tylko nie zabij nikogo po drodze! - zakrzyknął za nim wąsacz, gdy ten znikał już w tłumie. 

____________________________________________________________________

Wybaczycie?

PS. Mam nadzieję, że wygląd się podoba

wtorek, 27 stycznia 2015

Rozdział trzydziesty pierwszy - "Pech"

     Przecierając oczy, Astrid zeszła chwiejnym krokiem po schodach. Wichura nadal szaleńczo kopała w ściany, jakby ktoś ją przypalał żywym ogniem. Słońce nie zdążyło nawet wychylić się za horyzont, a smoczyca urządziła swej właścicielce przemiłą pobudkę.
- Co się dzieje? - jęknęła dziewczyna, uchylając drzwi od boksu.
Wichura spojrzała na nią niespokojnie i przekrzywiła głowę, chcąc w ten sposób coś przekazać. Pech chciał, że smoki nie umiały mówić.
Dziewczyna rzuciła okiem na kąt pomieszczenia. Gdy natrafiła na pustą drewnianą miednicę, złapała się w geście zrezygnowania za głowę.
- I dlatego, że jesteś głodna, raczysz mnie budzić o takiej porze? - Astrid spojrzała na smoczycę z irytacją. Nie czekając na odpowiedź z jej strony, wyszła z boksu, narzuciła na siebie futro i ruszyła w stronę paśnika. Wioska o tej porze wydawała się jej naprawdę nieprzyjazna. Wiatr gwizdał między deskami, pochodnie były pogaszone, a cała okolica sprawiała wrażenie niezamieszkanej.
Astrid, potykając się kilkakrotnie o krzywo położony bruk, doszła do drewnianego paśnika. Nim pochwyciła kilka obślizgłych ryb, rzuciła czujnym spojrzeniem w szczelinę pomiędzy dwoma chatami. Albo tylko jej się zdawało, albo ktoś przemknął równoległa uliczką.
Kto biegałby po wiosce o tak wczesnej porze?
Oprócz mnie, oczywiście
A może ten ktoś ma ten sam powód? Skończyły mu się ryby, zabrakło wody. Tylko słowa usłyszane wczorajszego wieczoru od Valki podsyciły jej podejrzliwość.
     Dziewczyna bez zastanowienia postanowiła, że rozwieje lub utwierdzi się w swoich podejrzeniach i ruszyła truchtem wzdłuż wysokich domów. Wychyliła się zza rogu i obrzuciła czujnym wzrokiem uliczkę. Zdążyła tylko dostrzec znikające brązowe loki za framugą i drzwi do mieszkania Mirilli zamknęły się z cichym skrzypnięciem. Astrid przygryzła lekko wargę, przeczuwając, że zobaczyła dopiero początek czegoś, co robiła w tym momencie dziewczyna. Może sama sobie nie chciała się przyznać, ale miała szczerą nadzieję, że tym razem samodzielnie przyłapie brunetkę na gorącym uczynku.
     Najbardziej denerwowało ją to, że Czkawka patrzył na wybryki Mirilli przez palce. Liczenie broni - nic takiego. Zawłaszczenie pierścionka - przecież nic się stało. Gdyby chociaż raz udowodnić, że ona jednak coś ukrywa i za wszelką cenę stara się, by nikt się o tym nie dowiedział. Na razie marnie jej wychodzi, skoro po raz kolejny została zauważona przed wschodem słońca, na dodatek pałętająca się po wyspie.
     Astrid nie musiała długo czekać, by Miris wyszła ostrożnie z domu i skierowała się w stronę stajni. Nie dało się nie zauważyć, że dziewczyna wzięła ze sobą siodło i kilka ryb. Nie minęło kilka chwil, a Pomiot pojawił wyłonił się zza ciemnych desek z brunetką na grzbiecie.
Astrid zrozumiała, że to być może jedyna okazja, kiedy w końcu może coś udowodnić. Coś podpowiadało jej, żeby poleciała za Mirillą. Dziewczyna szybko posłuchała intuicji i wróciła do boksu Wichury, wskakując pośpiesznie w siodło.
     Nie minęła chwilka, a już znalazła się w gęstej mgle. Na szczęście nie na tyle gęstej, by ogon Pomiota nie był dla niej widoczny. Teraz cała jej głowa w tym, by Mirilla nie usłyszała trzepotu skrzydeł innego, niż swojego smoka.
     Minuty ciągnęły się niemiłosiernie. W głowie Astrid kłębiło się teraz mnóstwo pytań, a odpowiedź na nie oczekiwała znaleźć już wkrótce. Jeśli nie zgubi w mgle brunetki, oczywiście.                Wtem stało się coś, na co dziewczyna całkiem nie była gotowa. Z szarych kropelek zawieszonych w powietrzu wyłoniła się kula żywego ognia, z świstem nacierając na smoczycę. Wichura zdążyła to zauważyć, ale nie była w stanie w tak krótkim czasie dokonać jakiegokolwiek odzewu, lub chociażby uniku. Pomarańczowy snop ognia ugodził smoka w prawe skrzydło i w tym samym momencie zwierze gwałtownie obróciło się w bok, zrzucając z grzbietu swoją właścicielkę. Wichura zdając sobie sprawę z tego, co właśnie zrobiła, zaskrzeczała przeraźliwie, ze zgrozą w ślepiach szukając swojej przyjaciółki pomiędzy mgłą.
- Myślałaś, że was nie słyszę? - usłyszała przepełniony szyderstwem krzyk dziewczyna, spadając oszołomiona.Gdy tylko dotknęła zmarzniętego gruntu, straciła przytomność.

***

- Jak myślisz mamo, ile mamy na dzisiaj zaplanowanych lekcji? - Czkawka oparł się łokciami o kant stołu, spoglądając z przekornym uśmiechem na Valkę.
- Cztery? - odparła, odkładając widelec. 
- Coś ty! - chłopak machnął ręką, patrząc na nią niepoważnie. 
- Trzy? - kobieta uniosła brew.
- Mamo, błagam! - Czkawka spojrzał na nią z rozbawieniem.
- To może sześć? - spytała Valka, lekko zbita z tropu.
- No, tylko razy dwa. - pokiwał głową, wzdychając ciężko.
Matka złapała się za głowę.
- Żartujesz? - uniosła brwi zaskoczona.
- Ani trochę - pokręcił szybko głową - tak nam urządzili ci zagraniczni.
- To... lepiej szybko kończ to śniadanie i leć na arenę. Boję się myśleć, kiedy skończycie... 
- Spokojnie - rzekł beztroskim tonem - zaczynamy za pół godziny, a ostatnia tura wcale nie kończy się tak późno. Myślę, że przed wschodem księżyca skończymy.
- No, nie byłabym taka pewna - powiedziała powątpiewająco Valka i dodała po chwili zastanowienia - a gdzie Astrid? Miała przyjść do nas na śniadanie...
Czkawka popatrzył na nią z chwilowym zdezorientowaniem.
- Faktycznie - zmarszczył brwi, dopiero teraz przypominając sobie wczorajsze pożegnanie z dziewczyną - może jeszcze śpi?
- Nie zdziwiłabym się, jeśli by tak było - uśmiechnęła się kobieta, wracając do swojej zimnej już jajecznicy. 
Jedli w ciszy, która nie była dana im na długo. 
Do mieszkania wpadł zdyszany Śledzik, kopniakiem otwierając skrzypiące drzwi. Nieprzytomna Astrid spoczywająca na jego silnych ramionach wprawiła pozostałą dwójkę w przerażenie. Ich dobry humor uleciał tak szybko, jak się pojawił. 
Valka zakryła usta dłońmi, a Czkawka poderwał się sponad stołu z zaszokowaniem w oczach.
- Co się stało?! - podbiegł szybko do blondyna, spoglądając to na niego, to na dziewczynę.
- Ja... - Śledzik wyraźnie sam był oszołomiony - byłem na porannym patrolu... i... i... znalazłem ją... leżała niedaleko południowego brzegu.... - z trudem wydukał, oddychając ciężko.
Czkawka potrząsnął głową.
- Nieważne, nieważne - zawołał wymijającym tonem - daj mi ją.
Śledzik pośpiesznie oddał Astrid w ręce wodza, odsapując z ulgą. Chłopak szybko wszedł na pięterko z blondynką na rękach i ostrożnie położył na łóżku. Za nim wpadła do pokoju Valka i Śledzik, obydwoje ze zgrozą w oczach.
Czkawka miał mętlik w głowie. Jak to się mogło stać? Kiedy? 
- Ile leżała tam nieprzytomna? - rzucił do Śledzika pośpiesznie. 
- Ja nie wiem, Czkawka, nie wiem! - jęknął zrozpaczony grubas, w duchu obwiniając się za niewiedzę. Był niemal bliski płaczu.
- Oddycha - mruknęła Valka i spojrzała krzepiącym wzrokiem na syna, klęcząc przy łożu.
Chłopak czuł się w tej chwili całkiem bezradny. Gdy tylko patrzył na jej potargane włosy, zamknięte oczy, lekko uchylone usta, podrapaną szyję i ręce, miał ochotę krzyknąć całą piersią. Nie dopilnował jej, nie obchodziła go. W momencie kiedy ona leżała nieprzytomna na ziemi, on spał sobie beztrosko śniąc o Odyn wie czym. Tak czy owak, była to jego wina.
Przygryzając wargę ze zdenerwowania, przykucnął przy łóżku i ujął dłoń Astrid.
- Zimna jak lód - szepnął niespokojnie i zatroskaniem spojrzał na kamienną twarz ukochanej. 
- Czkawka - matka położyła dłonie na jego ramionach, przemawiając cicho - nie denerwuj się tak, wszystko będzie dobrze. Pójdę przygotować rozgrzewające zioła, zrobimy jej okład. Zobaczysz, niedługo się obudzi. - Valka ścisnęła go pokrzepiająco i wyszła z pomieszczenia, posyłając mu ciepłe spojrzenie.
- Tak. Zaraz się obudzi - powtórzył, starając się uwierzyć w te słowa. Ścisnął mocniej dłoń dziewczyny. Była już cieplejsza.

__________________________________________________________________

Mam wyczucie czasu, łii! 
Jest 23:58 , a ja obiecałam sobie, że dzisiaj muszę skończyć i proszę, oto mamy. :3
Znowu długo nie było rozdziału, a największym paradoksem jest to, że mam ferie. 
Mam ferie i nie mogłam się zebrać, by cokolwiek wymęczyć. ;w;
Może kilka słów o treści. 
Pozwoliłam sobie utrzymać was lekko w napięciu, bo dawno już nie było konkretnej akcji. 8) Może pomysł nie jest jakoś super oryginalny, no ale sytuacja wymagała czegoś w tym stylu. Nie martwcie się, jak zawsze wszystko skończy się happy endem. xD
Rozdział długością nie grzeszy, za co was przepraszam. Kolejny będzie dłuższy, obiecuję =)))
Znowu głupi tytuł. ;__________; Nie cierpię wymyślać tytułów! D:

Enjoy!
~Szczerbatkowa

czwartek, 15 stycznia 2015

Rozdział trzydziesty - "Wszystko naraz" (cz.2)

Sala w twierdzy z każdą minutą zapełniała się tłumem. Wikingowie zajmowali miejsca przy suto zastawionych ławach, gawędząc i klepiąc się nawzajem po ramionach.
Cedrik nadal siedział obok ojca, obserwując wszystko uważnie. Po raz pierwszy miał okazję poznać obchody Snoggletog w tak różniącym się od Rammardu regionie. Musiał przyznać, ze był pod wrażeniem i chętnie obchodził by te święta tak samo również u siebie w domu. Podobała mu się atmosfera, uroczysta zabawa w świąteczny wieczór, rozdawanie podarków. To wszystko ogromnie różniło się od obchodów na północy.
- I jak synu, podoba ci się tutaj? - miękki głos ojca wyrwał go z rozmyślań. Siwy mężczyzna uśmiechnął się do niego ciepło.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo. Szczególnie Snoggletog. Nie uważasz, że wyjątkowo go obchodzą? - odpowiedział z fascynacją i dodał mniej entuzjastycznie - nie to co u nas. Skromna kolacja i do widzenia.
- Mówisz, że tak jest lepiej? Uroczysta zabawa, hm... - Hans pogładził swą brodę  - Pomyślę nad tym. - puścił oczko synowi, na co ten uśmiechnął się entuzjastycznie. Wizja tak obchodzonego Snoggletog była na tyle pozytywna, że mieszkańcom Rammardu z pewnością przypadnie do gustu.
Wtem do sali weszła Astrid wraz z Czkawką, powitani wieloma pozdrowieniami ze strony wikingów. Wiadomości o ich zaręczynach nie dało się nie słyszeć, tylko Cedrik był nie na czasie w tym temacie. Zwrócił wzrok w kierunku złotowłosej. Miała na sobie śliczną, bordową sukienkę bez ramiączek, sięgającą do ziemi z obcisłą niczym gorset górą i imponującym, dołem jakby z piór. Pierwszy raz miał okazję podziwiać dziewczynę w rozpuszczonych włosach, w które wpięty miała bordowy kwiatek. Niebieskie, iskrzące się oczy, delikatne usta, skóra jak z aksamitu. To wszystko wprawiało go w chwilę zawieszenia, którą poświęcił tylko i wyłącznie podziwianiu urody ślicznej przyszłej żony wodza.
- Hej, synu - ojciec popukał palcem w ramię blondyna - podoba ci się ta panna?
W takich chwilach Cedrik żałował, że jego tata jest tak spostrzegawczy.Czasami miał wrażenie, jakby miał umiejętność czytania w myślach.
- To było chyba pytanie retoryczne... - mruknął Hans, spoglądając z pobłażliwym uśmiechem na syna - uważaj, jest zajęta.
- Co proszę? - Cedrik popatrzył na niego z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.
- To narzeczona Czkawki. - wyjaśnił sinobrody spokojnym tonem. Jego twarz zdradzała, że miał ochotę powiedzieć 'zaklepana'.
- Dobrze wiedzieć... - W jednym momencie cały czar prysł. Astrid znikła w tłumie, a Cedrik został sam se swymi ponurymi myślami. - Kiedy się zaręczyli? - spytał po chwili beznamiętnym tonem. Bo jednak coś się nie zgadzało. Kilka dni temu, gdy przypłynęli, Astrid nie miała pierścionka na palcu. Czyżby przegapił tak ważny moment zaręczyn?
- Wczoraj. - odpowiedział mu ojciec, jakby to było oczywiste i dodał z lekkim zdziwieniem - Nie wiedziałeś o tym?
- W sumie to nie. - odparł zrezygnowanym tonem - zresztą, jakie to ma znaczenie...
- Nie martw się, na świecie jest takich dziesiątki, jak nie setki - rzekł pokrzepiająco Hans, patrząc na załamany wyraz twarzy chłopaka.
- Ale ona jest jedyna w swoim rodzaju - westchnął i dodał od niechcenia - a tak w ogóle, to koniec tematu.
- Jak chcesz - mężczyzna uniósł brwi i spojrzał w stronę tłumu - co ty na to, by przyłączyć się do zabawy? Wyczuwam przepyszną woń pieczonej kaczki - Hans z zadowoleniem pociągnął nosem - chodź!
Tymczasem przy głównej ławie zdążyła zgromadzić się już cała grupa. Na środku, rzecz jasna, siedział Czkawka. Po jego lewej stronie siedziała Astrid, natomiast po prawej Valka. Siedziały tam nie bez powodu, bowiem ich miejsca bezapelacyjnie świadczyły o tym, że są dwiema najważniejszymi kobietami w życiu młodego wodza. Mogły czuć się zaszczycone, w  każdym tego słowa znaczeniu. Jednak i dla jednej i dla drugiej Czkawka na zawsze pozostanie tylko Czkawką, którego kochają ponad życie. Przydomek 'wódz' właściwie nie miał dla nich znaczenia.
- Wypijmy za pomyślność młodej pary! - krzyknął Mieczyk, unosząc kufel piwa.
- Mówi się 'zdrowie', ośle - mruknęła znudzona Szpadka, mierząc brata lekceważącym spojrzeniem.
- Zdrowie też może być! - odparł entuzjastycznie - wypijmy, towarzysze!
Wikingowie wznieśli kubki do góry, oblewając przy okazji stół złotym wywarem.
Smark zabierał się za wychylenie całej zawartości, gdy Szpadka nieoczekiwanie rąbnęła go w czaszkę.
- Ty nie! - huknęła groźnie.
- Mieczyk pije, a ja nie?! - jęknął Sączysmark z żalem i oburzeniem w głosie.
- Duże ilości piwa ci szkodzą. Zresztą, wypiłeś już trzy kufle. Nie masz umiaru, człowieku!
- Właśnie! - zarechotał Mieczyk i chytro upił łyk piwa, tak, by Smark dobrze to widział.
- Jak ci wybiję zęby, nie będziesz tak chętnie pił! - ryknął Smark, odgrażając się pięścią w  jego stronę.
-  Cicho bądźcie obaj! - krzyknęła Szpadka i zmierzyła ich groźnym spojrzeniem.
Astrid obserwowała wszystkich z rozbawieniem.
- Umarlibyśmy z nudy, gdyby ich nie było - zwróciła się do Czkawki, na co ten przytaknął z aprobatą.
- Słyszałem! - krzyknął Sączysmark przez stół, marszcząc groźnie brwi.
- To był komplement, bezmózga istoto - rzucił Mieczyk z odrazą i z rechotem zwrócił się do pozostałych - Mi też trudno sobie wyobrazić... To byłoby straszne!
- Chyba pierwszy raz się z tobą zgadzam, bracie - przyznała Szpadka z powagą.
- Nieźle się bawią, co? - rozbawiony głos Valki dobiegł z prawej strony, więc Czkawka obrócił głowę w kierunku matki - A gdzie Mirilla?
- Mirilla? - powtórzył chłopak i zastanowił się przez chwilę - nie widziałem jej od wczorajszego wieczoru przed zabawą...
- W końcu nie powiedziałeś mi, jak znalazł się pierścionek? - powiedziała Valka całkiem z innego gatunku.
- No racja - chłopak puknął się palcem w głowę - no więc. Szedłem do Astrid, by powiedzieć jej całą prawdę, gdy nagle wpadłem na Mirillę. Zaciągnęła mnie do domu, bym oglądnął Galę. Swoją drogą, nie rosną jej rogi, choć w jej wieku powinna mieć chociaż zalążki. Ale wracając. Stwierdziłem, że nie mogę dłużej czekać, więc ubrałem się i chciałem wyjść. Miris powiedziała, że pójdzie razem ze mną, bo w sumie i tak za chwilę zaczyna się zabawa. Gdy ubierała płaszcz, pierścionek wypadł jej z kieszeni i...
- No coś ty? - Valka podniosła brwi w zaskoczeniu, sprawiając wrażenie osłupiałej tym faktem  - miała pierścionek w kieszeni?
- Otóż to. Sama na początku się zdziwiła, ale później przypomniało jej się, że znalazła go na ognisku. A nie oddała, bo nie wiedziała czyj to. W sumie, to nawet by się zgadzało... przed ogniskiem jeszcze go miałem, a gdy chciałem oświadczyć się Astrid, kieszonka była już pusta.
- Ała, puść moje włosy! - ryknęła Szpadka w tle, okładając Mieczyka pięściami.
- Zastanawia mnie tylko fakt, dlaczego nie zgłosiła się nigdzie z tym pierścionkiem? Przecież mogłaby podejść chociaż do ciebie, jako do wodza. Lub popytać ludzi w wiosce... - powiedziała Valka lekko zaniepokojonym tonem. - Wiesz co? Czasami mam wrażenie, że ona coś przed nami ukrywa...
- Oj mamo, nie przesadzaj - Czkawka zmarszczył brwi, zdziwiony słowami matki. Wtem pomiędzy krzesłami pojawił się Szczerbatek, głośno mrucząc.
- Co jest mordko? - Czkawka ze śmiechem podrapał nos swojego smoka - jesteś głodny?
Nocna Furia pokiwała twierdząco głową, uśmiechając się w swój uroczy sposób. Chłopak szybko sięgnął do stołu i oderwał grubą nogę kurczaka. Rzucił ją Szczerbatkowi, który w błyskawicznym tempie wysunął swe zęby i pochwycił mięso w pysk. Po chwili z jego brzucha dało się słyszeć głośne pomruki, a sam smok zaczął ruszać szyją.
- O nie nie, kolego - chłopak szybko odskoczył od smoka ze śmiechem, o mało co nie wywracając się z krzesłem - zostaw resztę dla siebie. Ile razy mam ci mówić, że mam swoje?
Szczerbatek zamruczał wesoło i potrząsnął głową.
- Idź pobawić się z Wichurą. Zaraz będziemy tańczyć, więc sobie popląsacie obok parkietu - powiedział Czkawka do smoka, a ten czmychnął szybko w tłum w poszukiwaniu swej przyjaciółki. Muzyka zaczęła wesoło rozbrzmiewać między wysokimi ścianami sali, więc Czkawka nie czekając na pierwsze pary na parkiecie chwycił Astrid i pociągnął ją na środek. Młoda para jako pierwsza rozpoczęła tańce, co przyczyniło się do nagłego przypływu poruszających się w rytm muzyki wikingów.

***

Czkawka oraz jego partnerka po połowie godziny spędzonej na tańcowaniu, zdążyli zmęczyć się na tyle, że odeszli w końcu od parkietu. Gdy zmierzali przez tłum w stronę stolika, zza gąszczu ludzi wyłonił się Hans. Mężczyzna uśmiechnął się do nich szeroko.
- Czkawka, możesz na słówko? - chwycił chłopaka za ramię.
- Jasne... Zaraz do ciebie wrócę - zwrócił się Astrid i zniknął w szarym tłumie. Dziewczyna sama zaczęła przepychać się do ław, gdy ktoś chwycił ją za ramię. Przestraszona, o mało co nie przewróciła się na posadzkę.
- Na Odyna, kto mnie tak nachodzi? - krzyknęła nerwowo, obracając się w stronę źródła dotyku. Wraz z nią zafalowała bordowa sukienka i  blond włosy. Gdy jej wzrok padł na twarz blondyna o brązowych oczach, zaniemówiła.
- Wybacz... - powiedział rozbawionym, a jednocześnie przepraszającym tonem. - chciałem ci tylko pogratulować zaręczyn.
Astrid uśmiechnęła się promiennie.
- Dziękuję, dzisiejszego dnia usłyszałam to zdanie co najmniej pięćdziesiąt razy - zaśmiała się srebrzyście.
- Póki jeszcze nie jesteś zaślubiona, może skusisz się na taniec? - zaproponował w akcje desperacji, nie dając po sobie poznać zestresowania.
- Czemu nie. - uśmiechnęła się lekko, gdy blondyn podał jej dłoń.
I wtedy stała się rzecz, która nie była w planie. Z tłumu wyskoczył Czkawka, całkiem na przeciwko nich.
- O - podniósł brwi w zaskoczeniu i szybko zastanowił się, co powinien powiedzieć - cześć, Cedrik. Właśnie gadałem z twoim tatą. - uśmiechnął się lekko, jakby na siłę -  A wy? - uniósł brew znacząco, postanawiając obrócić krępującą sytuację w żart.
- Kolega właśnie zaprosił mnie do tańca. Pozwolisz mi, co? - Astrid spojrzała na niego pytająco, z uroczym uśmiechem.
- Mam powody, by nie pozwolić? - odpowiedział wesołym tonem, patrząc na Cedrika ukradkiem. ''Oczywiście, że masz!" - krzyczał jego wewnętrzny głos. To przecież było oczywiste.
- W takim razie zaraz wracam. - Astrid cmoknęła Czkawkę w policzek z uśmiechem i znikła wraz z blondynem w tłumie, dla którego niedbały całus był mocnym ciosem w twarz.
Dziewczyna nawet nie zdawała sobie sprawy, jak mocno gra na emocjach obu młodzieńców. Jednego przyprawiała o nieziemską zazdrość, drugiego dobijała swym wdziękiem do samego dna.

_________________________________________________________________________


Przepraszam, że tak długo było tu pusto. Zarobiłam sobie szlaban. Iż gdyż ponieważ brak ochoty do roboty w tym semestrze, oceny niezbyt pokaźne. Nie miałam nawet jak tego zakomunikować, bo zabrano mi wszystkie urządzenia elektroniczne... W każdym razie... wybaczycie mi, prawda? D:

Rozdzieliłam ten rozdział na dwie części, ponieważ sama dostawałam oczopąsów od takiej ilości tekstu w jednym poście. XD
***
Postanowiłam, że napiszę długi rozdział, chociaż i tak nie zrekompensuje on prawie trzech tygodni bez postów. Mam nadzieję, że choć trochę wam wynagrodziłam ten niedosyt. :D
Wiem, zawsze ktoś coś musi zepsuć. Jak nie Mirilla, to Cedrik. Eh, ci zagraniczni... xD
Poza tym, pod koniec jest ogromny chaos. Wszyscy coś gadają, każdy na inny temat, najpierw Valka, potem Szczerbatek, potem jeszcze ten Cedrik... tyle się tego nazbierało, a nie miałam już siły tego ogarniać. To ostatnie '***' tak ni w gruszkę, ni w pietruszkę, ale stwierdziłam, że za długo się ciągnie ten tekst...No kupa, tak jakoś wyszło... Mam nadzieję, że się nie pogubicie. ;w; Właśnie temu zawdzięczam ten przecudowny tytuł rozdziału, bo inaczej nie umiałam go nazwać... xd 
W każdym razie, miłego wieczorku dla tych, co przeczytają rozdział dzisiaj, a dla reszty - miłego dzionka :>
PS. Szacun, jeśli komuś chciało się czytać wszystko co do słowa. xD
Enjoy!
~Szczerbatkowa :))
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz! :}