sobota, 8 listopada 2014

Rozdział dwudziesty pierwszy - "Pierścionek"

Rozdział dedykuję Crazy Dream, która wpadła na ten genialny bieg wydarzeń. :D

Smark zapukał raz i drugi, opowiedziała mu tylko cisza. Z oddali dało się już słyszeć muzykę i gwar na ogniska, co jeszcze bardziej go wzburzyło. Nie był na tyle błyskotliwy, by sprawdzić, czy Czkawka przypadkiem nie poszedł już na zabawę. Cóż, nie wszystkich matka natura obdarzyła bogatym intelektem.
Chłopak nacisnął w końcu klamkę, a drzwi ku jego zdziwieniu, uchyliły się łagodnie pod naporem.
- O, otwarte. - zdziwił się na głos i wychylił się za próg, stwierdzając, że w domu nikogo nie ma. Wszedł z lekką niepewnością.
- Czkawka? - zawołał ze zmieszaniem - jesteś tu?
Nie wiadomo, jakiej odpowiedzi oczekiwał Smark, ale meble i ściany nadal stały w miejscu. Chcąc nie chcąc, opadł na coś w rodzaju tapczanu niedaleko drzwi, postanawiając, że poczeka. A nuż Czkawka za chwilkę wróci?
Splótł dłonie i położył je na brzuchu niczym mnich. Rozglądając się po mieszkaniu, zagwizdał beztrosko. Przyglądając się bordowym paskom wyszytym na miękkich, wypchanych owczą wełną poduszkach, niecierpliwił się coraz bardziej. Jego mięśnie po kilku minutach zapragnęły ponownego ruchu, więc poderwał się gwałtownie do góry. Coraz mocniej utrwalał się w swym przekonaniu, iż czekanie w izbie nie ma najmniejszego sensu.
Krążąc wolnymi kroczkami dookoła pomieszczenia, wpatrywał się z niemałym zainteresowaniem w stronę pozostawionego talerza z resztką ryby. Kiszki grały marsza, więc siła wyższa skłoniła go do dyskretnego połknięcia zimnego kawałka upieczonego mięska.
Smark oblizał się smakowicie, gdy poczuł coś twardego pod podeszwą. Podniósł tylko brwi w lekkim zdziwieniu, ale nie potrzebował wiele czasu, by zbagatelizować owy fakt.
Westchnął głęboko i zrezygnowanie wyszedł z izby, usprawiedliwiając się, iż miał dobre chęci. A to, że Czkawka się nie pojawił to... jego problem?
Tak czy owak, wywołało to u niego lekkie poczucie winy, więc chłopak z delikatnym speszeniem opuścił werandę i wkroczył na kamienną uliczkę. Przemierzając krótką długość szybkim krokiem wpadł na plac oświetlony pomarańczowym światłem ognia. Wokół stały pochodnie, porozwieszane lampy. A na środku buchało ognisko, z którego czerwone iskierki unosiły się w czarne niebo.
Krajobraz niczym z bajki, jak gdyby z uroczystego pożegnania jesieni.
- Smarkuś! - Mieczyk rozchylił ku niemu ramiona niczym stęskniona matka, szczerząc się w szerokim u śmiechu - gdzieś ty był? Siadaj tu z nami i opowiadaj!
Mieczyk zatoczył się, chwytając Smarka za grube ramię. Podeszli szybko do ławy i usiedli wśród całej reszty grupy. Chłopak rozglądnął się po otaczających go twarzach i stwierdził, że tylko on jedyny nie wychylił kufla grzanego piwa.
- Chłopaki, nie wiecie, gdzie się podział Czkawka? - spytał ni z tego ni z owego, wywołując zaskoczenie u pozostałych.
- Czkawka, racja! - Szpadka przyłożyła palec do skroni - poszedł gdzieś chyba...
- Poszedł gdzieś z Astrid. W okolice lasu, kto ich tam wie... - wtrąciła się znudzonym głosem Miris.
- Poszli do lasu... - Szpadka poruszyła znacząco brwiami, chwiejąc się na boki.
- No wiesz co... - mruknął Śledzik, lekko zarumieniony, spoglądając z niesmakiem na dziewczynę.
Ta tylko zarechotała.
- Dobra, idę coś zagrać... - westchnął Eret, jeszcze przy zdrowych zmysłach - jakoś tu drętwo.
- Idź, idź - powiedział Smark pośpieszająco, nachylając się nad pełnym kuflem - i my potańczymy...
Już po chwili pośród tłumu rozbrzmiała żywa muzyka, która porwała wszystkich do tańca.
Między podrygującym w rytm intstrumentów tłokiem przepchał się Czkawka wraz z Astrid i usiedli na krańcu ławy.
- Są nasze gołąbeczki! - wykrzyknęła zawodzącym tonem Szpadka - wrócili z lasu!
Astrid łypnęła na nią groźnym wzrokiem.
Ta spuściła spojrzenie, ale nadal kontynuowała.
- Smark was szukał, ale teraz to on zniknął. - rozglądnęła się wokół - gdzież on polazł, kto to wie? 
- Może do lasu? - spytał Mieczyk z szerokim uśmiechem na twarzy, wywołując synchroniczny wybuch rechotu pozostałych przy stole.
- To takie śmieszne, doprawdy. - mruknął Czkawka mierząc ich wzrokiem pełnym politowania - znowu za dużo wypiliście.
- Ja nie. -odezwał się Śledzik cienkim głosem - tylko jeden kufel. A oni chyba z pięć.
- Co ty na to, by potańczyć? - zaproponował Czkawka, spoglądając na blondynkę - rozgrzejemy się i przy okazji nie będziemy musieli wysłuchiwać ich inteligentnych rozmów.
- Zgoda. To ostatnie mi się bardziej podoba... - zaśmiała się lekko Astrid, spoglądając w jego radosne oczy.
I tak spędzili resztę wieczoru, na przemian tańcząc, rozmawiając i jedząc. 
Ognisko było nadzwyczajne. Zimne, lecz ciepłe i przyjemne. Zważając na fakt, iż jest to ostatnia w tym roku tego typu zabawa wszyscy korzystali jak tylko mogli. 
Minęło im to nader szybko, gdy zmęczenie zaczęło wpełzać do ich umysłów i ciał wykończonych szaleńczymi tańcami. Jak z nieba, spadł jeden z najwolniejszych utworów z repertuaru.
- Już czas, czy jeszcze raz zatańczymy? - spytał Czkawka, ujmując dziewczynę za rękę.
- Ostatni raz w tym roku i później możemy iść. - Astrid splotła dłonie na jego szyi i przysunęła się bliżej, a ten objął ją m ramionami w talii. Cudowna muzyka, ognisko, trzaskające drewno, gwiazdy na niebie i księżyc sprawiły, że ta chwila stała się jeszcze bardziej magiczna niż mogła się wydawać.
- Przenocujesz dziś u mnie, zgoda? - Czkawka nachylił się, by zagląnąć w jej błekitne oczy.
- Jak sobie życzysz. - odpowiedziała z lekkim śmiechem, zaplatając palce w jego czuprynę.

***

Ognisko pomału przygasało, a Smark, Mieczyk, Szpadka i cała reszta bawiła się znakomicie. Zresztą nie tylko oni. Ponad połowa wioski zamiast chrapać smacznie w łóżkach miała jeszcze siłę śpiewać, krzyczeć i tańczyć, ignorując zdarte do granic gardło i obolałe nogi.
- Wznieśmy toast panowie i panie. Za ostatnie ognisko! - Smark wskoczył na stół i uniósł kufel. 
- Za ostatnie ognisko! - odpowiedziała reszta chórem i wypiła porządny łyk złotego napoju. 
Muzyka znów nabrała tempa. Smark zaczął wywijać nogami na stole wraz ze Szpadką. W bok i w przód i w tył i w bok!
Wprost z podeszwy Smarka, coś jakby zabłyszczało w powietrzu i uderzyło z cichym brzdękiem o blat drewnianej ławy. 
Nikt nie zwrócił na to uwagi.
Oprócz Miris, której błyszczący przedmiot upadł tuż przed nosem. Dziewczyna w zdumieniu podniosła brwii i chwyciła delikatnie pierścionek. Obróciła go w palcach, przygląc się srebnej oprawce z zaciekawieniem. Jej szczególną uwagę przykuł nieduży, przezroczysty, błekitny kamień, osadzony na środku i połyskujący metal dookoła wyrzeźbiony w kształcie malutkich , zawiniętych gałązek. Całość była tak  mała a zarazem dokładna, piękna i niesamowita. Miris zacisnęła dłoń na pierścionku i obracając się wokół, dysktetnie wrzuciła go do kieszeni.


____________________________________________________________________


Jest już solidnie po 1:00 a ja dopiero skończyłam. Ta końcówka taka nieudana, bo mój mózg jest przegrzany do granic. |:
Pisałam z telefonu więc z góry przepraszam za literówki, niewyśrodkowany tekst i inne pierdoły z tego gatunku. ;___;
Jeszcze raz wielkie podziękowania dla Crazy Dream, bo to dzięki niej rozdział wygląda tak a nie inaczej. :D
Mam nadzieję, że się wam spodobał :)))
Zostawcie komentarze, zwalczcie swe lenistwo! :}
*Idę spać, dobranoc(: *

Enjoy! 
Szczerbatkowa :3

sobota, 1 listopada 2014

Ankieta

Witajcie!
Piszę do Was, by poinformować o małej ankiecie, która znalazła się obok, po prawej stronie. Prosiłabym każdego o zaznaczenie jednej z trzech możliwych odpowiedzi zgodnie z prawdą, chcę tylko wiedzieć, ile Was jest. :D To zajmie Wam dosłownie pięć sekund, a dla mnie wiele to znaczy.

Z pozdrowieniami
~Szczerbatkowa

piątek, 31 października 2014

Rozdział dwudziesty - "Ostatnie ognisko"

Ogień wesoło buchał, a drewno cicho trzaskało, wzniecając w powietrze małe iskry. Księżyc schowany za zagajnikiem nie oświetlał placu, ale ognisko dawało przyjemny blask. Na tyle przyjemny, by chłód nie dawał się we znaki.
Wszyscy bawili się, śpiewali i wdychali zapach pieczonych ryb. Zabawa dopiero się rozpoczynała, a wikingowie zdążyli spożyć jedną trzecią piwa przygotowanego na ognisko.
Drobna dziewczyna siedziała na belce drewna, niecierpliwie wyczekując zakończenia fascynującej rozmowy reszty grupy. Co chwila łypała na nich okiem, wystukując palcam rytm na drewnie.
- Miris! - dziewczyna zadarła głowę na dźwięk głosu Valki - pozwolisz ze mną na chwilkę?
- Ja właśnie... - starała się wykręcić.
- To zajmie tylko minutkę, może dwie. - zapewniła kobieta, chwytając ją za rękę. Ta wstała niechętnie, prowadzona przez nią w stronę ustawionych ław.
- Przez cały dzień mnie to męczyło, jak wpadłaś na pomył upuszczenia krwi Szczerbatkowi? - spytała zaciekawiona, gdy usiadły już przy długim stole.
- Ach, więc o to chodzi - uśmiechnęła się Mirilla, wzdychając z ulgą w myślach. Spojrzała na Valkę, która utkwiła w niej z wyczekiwaniem źrenice.
- Jeśli pamiętasz,  opowiadałam wam moją historię... wszystkiego nauczyła mnie Szamanka. Wtedy myślałam, że mi się to nie przyda...
- A jednak, jakby nie patrzeć, uratowałaś  mu życie. - dokończyła kobieta z lekkim uśmiechem.
- Dokładnie. - odpowiedziała unosząc kąciki ust - właściwie z tą żywicą to ciekawa sprawa... nie wiem czy wiesz, ale ona naprawdę kiepsko działa na smoki. Tak mocno wpływa na ich układ odpornościowy, że to, co je leczy, zaczyna im szkodzić. I odwrotnie. Jest czymś w rodzaju 'rozstrajarki' smoczej gospodarki zdrowotnej. Wtedy organizm wariuje i dzieje się to, co dało się zauważyć u Szczerbatka. Żywica jest dość gęsta. Krew przepycha ją tam, gdzie najwięcej miejsca, czyli na plecach, tuż pod skórą. Tam żyły są szerokie, ale i bez żadnych zawijasów. Wtedy w odgałęzieniach gromadzi się żywica. By pozbyć się jej z organizmu, wystarczy naciąć skórę w odpowiednim mejscu na grzbiecie. Ot, cała filozofia. - uśmiechnęła się Mirilla na zakończenie swego małego wykładu, spoglądając na zdumioną Valkę  - Em... co jest? - spytała niepewnie po chwili dziewczyna, zauważając dziwny wyraz twarzy u kobiety.
- Nic, po prostu jestem pod wrażeniem twej ogromnej wiedzy. - roześmiała się lekko, powracając myślami na ziemię - spędziłam wśród smoków przeszło dwadzieścia lat, a wciąż nie wiem tylu rzeczy. Cóż, człowiek uczy się całe życie...
- Uszanowanie, moje drogie panie! - rzekł do nich wesoło Czkawka, który całkiem nagle, nie wiadomo skąd się pojawił. - można się dosiąść?
- Jasne. - Skinęła głową Mirilla, dyskretnie obserwując każdy ruch Astrid, która usiadła przy chłopaku.
- Jak się bawicie? - zagadnął on nader radośnie.
- Bywało lepiej... - Odparła Miris niby obojętnym tonem, jednak z uśmiechem na twarzy.
- Oprócz tego, że jest trochę zimno, to świetnie - uśmiechnęła się Valka, spoglądając na parę siedzącą na przeciwko.
- W takim razie korzystajcie, bo zapewne jest to ostatnie ognisko w tym roku... Zimno, mróz, wiatr. Wiecie, o co chodzi.
- Z pewnością... - wtrąciła się Astrid - ale zawsze pozostaje nam forteca. Sama osobiście wolę zabawy właśnie tam, przynajmniej nos i palce mi nie odmarzają..
- Ryby gotowe! Kto chce, niech ustawi się w kolejkę! - zakrzyknął Pyskacz spod ogniska, ściągając opieczone ryby z patyków. Przez sekundę zapanowała cisza, gdy po chwili wikingowie rzucili się ku Pyskaczowi niczym wygłodniałe owce.
- To idę. Przynieść komuś? - westchnął Czkawka, podnosząc się ze swego miejsca.
- Ja dziękuję, nie mam dziś apetytu - odmówiła uprzejmie Valka.
- I ja też. - dopowiedziała Miris.
- W porządku. - mruknął, spoglądając beznamiętnie na wymieszane ludzkie sylwetki. Szybko przepchał się przez tłum wraz z Astrid. Stanęli tuż obok Pyskacza, który na dzisiejsze ognisko na kikut założył trójzębną protezę, by móc łatwiej chwytać ryby.
- Jedna rybka dla wodza, druga dla jego dziewczyny... - mruknął niby obojętnie, spod krzaczastych brwi spoglądając na ich reakcję.
- Doprawdy, bardzo śmieszne - odpowiedział Czkawka, mrożąc go wzrokiem.
- No co, mówię tylko prawdę. - wzruszył ramionami z chytrym uśmiechem na twarzy - a teraz zjeżdżajcie mi stąd, robicie korek!
Pyskacz szybko podał im drewniane tacki, mamrocząc pod nosem i obrócił się obojętnie do tłumu wykrzykujących wikingów.
- No to smacznego.
Skonsumowali rybę szybciej, niż zdążyli skończyć rozmowę. Usiedli na skraju placu, niedaleko zagajnika. Obserwując z rozbawieniem nietrzeźwe grupy wikingów, nie mogli powstrzymać się od synchronicznych wybuchów śmiechem. Dzisiejsza zabawa była wyjątkowo głośna, wesoła i dynamiczna. Co chwilę ktoś się przewracał, upadały krzesła, stada wikingów śmiały się i krzyczały.  Słowem - rozpusta. To ostatnie ognisko w tym roku, niech korzystają!
- Co powiesz na romantyczny spacer po zagajniku, milady? - Czkawka wstał od stołu, wyciągając szarmancko rękę do dziewczyny.
- Jeśli nalegasz... - odpowiedziała, śmiejąc się delikatnie, chwytając jego dłoń. Zagłębili się kilka kroków w las, gdy chłopak gwałtownie zatrzymał się w miejscu. To teraz. Niech się dzieje co chce.
- Astrid... - Czkawka podniósł niepewnie wzrok na Astrid, sięgając ręką do kieszeni. Zagłębił palce w obszernej zakładce swej zbroi. Nie, to niemożliwe. Zawartość żołądka przekręciła mu się po ponownym przegrzebaniu kieszeni. Nie ma pierścionka!
Niewiele myśląc, chłopak szybko objął Astrid w talii i pocałował ją długo i zachłannie. By choć na chwilę ją oszołomić i zrzucić na drugi plan swoje przerażenie. A nuż Astrid zapomni jego spłoszonego spojrzenia i dramatycznych ruchów, które przed chwilą wykonał?
Oderwali się od siebie po kilku sekundach.
- Rób to częściej. - dziewczyna uśmiechnęła się do niego zabawnie, całkiem beztroskim tonem.
Chłopak lekko odetchnął  ulgą, siląc się na pokrzepiający uśmiech.
- To żaden problem - odpowiedział, uśmiechając się znacząco - idziemy dalej?
- Nie mam nic przeciwko.
Ruszyli wgłąb lasu, ale nie tak to miało wyglądać.
Gdzie podział się pierścionek?

________________________________________________________________________

No, udało mi się! 
Piąteczek, 23.22, jeszcze przed weekendem! :3
Już jutro postaram się zacząć pisać kolejny rozdział, ale kto mnie tam wie... wyjazd do rodziny na groby i tak dalej... Chyba każdy wie, o co chodzi. 
Z okazji 20 rozdziału (bo w sumie jest co świętować ... 20 to dobry wynik!) ... może takie pytanie do Was - 
Co się stało z pierścionkiem?
Piszcie wszystkie pomysły, jakie przyjdą Wam do głowy, nawet te najgłupsze. xD
(Pfy, pfy, też mi coś... pytanie)
No ale... nie mam pomysłu, co mogę zrobić z okazji 20 rozdziału.. :{
A może.. Wy macie jakieś propozycje? Coś wam narysuję/zrobię filmik/whatever? Piszcie, co Wam wpadnie do głowy. :}
Liczę na hiperilość komentarzy pod tym postem, wykażcie się kreatywnością, zapałem oraz dobrym sercem i chociaż pod 20 rozdziałem dajcie o sobie znać, że czytacie! XD :D

No, to było na tyle... miłego weekendu! :3
Enjoy!
~Szczerbatkowa


Czytasz = Komentujesz = Motywujesz! :}