wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział trzydziesty szósty

- Dzień dobry! - miłe powitanie padło z zaciemnionego korytarzyka, na co starzec uniósł swoje dobroduszne spojrzenie.
- Dzień dobry, dzień dobry - mruknął, kiwając głową i ponownie zatopił zęby w kawałku chleba, zerkając na syna.
Blondyn wszedł do kuchni, stanął w miejscu i rozglądnął się wokół. Zupełnie tak, jakby nie do końca wiedział, po co tu przyszedł. Po chwili ciężkiego namysłu i szerokim ziewnięciu podszedł do blatu i chwycił metalowy dzbanek z herbatą, by nalać sobie nieco ciepłego napoju. Gdy tylko upił łyk, skrzywił się z niesmakiem.
- Tato, ile razy ci mówiłem, byś odcedzał fusy? - rzucił do Hansa z lekkim niezadowoleniem i odstawił kubek z brzdękiem.
- Wiesz, że lubię mocną herbatę - wybełkotał ustami pełnymi świeżego chleba, uśmiechając się przekornie do syna. Ten wywrócił tylko oczami. Popatrzył przez chwilę na ojca wyczekującym wzrokiem, a ten wydawał się go całkowicie zbywać. Na zmianę przewracał karty grubej księgi i pakował sobie do ust kolejne porcje pieczywa.
- Rozumiem, że mam sobie zrobić sam śniadanie - mruknął Cedrik, leniwie odwracając się do blatu.
- Czas w końcu się nauczyć, nie sądzisz? - spytał kąśliwie ojciec, nie odrywając wzroku od księgi, jednocześnie unosząc kąciki ust.
Tak, przekomarzanie się z synem było jedną z jego wielu pasji.
Chcąc nie chcąc, blondyn dorzucił nieco chrustu pod palenisko, a na metalową płytę rzucił kawałek masła, które wczorajszego wieczoru przyniosła im Valka. Nawiasem mówiąc, powstało ono z mleka niczyjego innego innego, jak Kunegundy. Cedrik chwycił dwa jajka, które akurat leżały na blacie i rozbił po kolei skorupki, doprowadzając do cichego skwierczenia roztopione już masło.
- Uuu, jajecznica - mruknął Hans, unosząc wzrok znad księgi i ruszając nozdrzami - podzielisz się, prawda?
- Miałeś swoje - odpowiedział mu syn z chytrą iskrą w głosie.
Po chwili śniadanie było już gotowe, więc chłopak przełożył nienagannie wyglądającą masę na talerz. Usiadł naprzeciwko ojca, z lekkim, aczkolwiek triumfującym uśmiechem na twarzy.
Jedli w ciszy, spokojnie konsumując posiłek. Hans cedził mocną herbatę, a Cedrik starał się czytać literki z księgi do góry nogami. W końcu postanowił rozpocząć konwersację, bowiem ciszy, powiedzmy sobie szczerze, nie lubił.
- Wiesz może, o której mam dzisiaj zajęcia na arenie? - spytał lekkim, naturalnym tonem, nabierając na widelec kolejną porcję żółtej papki.
- Nie jestem przekonany, czy w ogóle będziesz je miał - odrzekł Hans, powątpiewająco spoglądając na Cedrika.
- Z jakiej racji? - chłopak uniósł brwi, szczerze zdziwiony odpowiedzią ojca.
- Czkawka wybył wczoraj z wyspy z resztą grupy. Z tego co mi wiadomo, jeszcze nie wrócili - wyjaśnił, nieskutecznie starając się skupić na treści książki.
Chłopak znów poczuł się nieswojo, bowiem po raz kolejny nie był zorientowany w obecnej sytuacji. Czy to on nie śledzi najważniejszych wydarzeń, czy nikt po prostu nie ma ochoty, by go o czymkolwiek poinformować?
- Co masz na myśli, mówiąc 'reszta grupy'? - spytał, lekko zniechęcony obrotem sytuacji.
- No....bliźniaki, ta brunetka i Śledzik.
- W takim razie na Berk jest jeszcze Smark i Astrid. - stwierdził błyskotliwie blondyn i popatrzył wyczekująco na ojca.
- Tak, ale Astrid jeszcze nie doszła do siebie po wypadku, a Sączysmark...
- Jakim wypadku?! - Cedrik przerwał gwałtownie ojcu, unosząc brwi w osłupieniu. Tego już za wiele. Nie wiedział o wypadku pięknej narzeczonej wodza?  - to Astrid miała jakiś wypadek? - wykrztusił , kompletnie tracąc już wiarę w siebie.
- Chłopie, na jakim ty świecie żyjesz? - teraz i Hans nie krył swojego zdziwienia - o takich rzeczach to powinieneś wiedzieć.
Syn westchnął na te słowa i posłał mu tylko beznamiętne spojrzenie, mówiące 'nie dołuj mnie bardziej'. Oparł się łokciami o kant stołu i pozostał na chwilę w bezruchu, wbijając tępe spojrzenie w talerz.
- Kiedy polecieli? - spytał po chwili analizy sytuacji.
- Wczoraj po śniadaniu. - padła krótka odpowiedź.
- A wiesz kiedy wrócą?
- Synu, czy ja ci wyglądam na wróżkę? - Hans zmarszczył brwi i ze zrezygnowaniem oderwał się od książki - po raz trzeci zaczynam ten rozdział i nie przeczytałem ani jednej linijki. Możesz z łaski swojej przymknąć swe poczciwe usta i dać mi chwilę wytchnienia?
Chłopak już nawet nie spoglądnął na ojca. W głowie posiadał całkowitą pustkę, ojciec miał go dość, a jajecznica dawno zrobiła się zimna. Westchnął głęboko i ociężale wstał od stołu, słysząc kąśliwe ''Dziękuję" ze strony starca.
Całkowicie nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Iść na spacer do lasu? Na Berk nie było innych opcji. W grę wchodziły albo przechadzki i podziwianie piękna przyrody, albo przejażdżki na smoku. Tylko, że Cerdrik na smokach latać nie umiał. Co najwyżej wsiąść i starać się nie spaść.
Blondyn rzucił ostatnie, beznamiętne spojrzenie na zajętego własną osobą ojca i porwał miękki płaszcz z żelaznego wieszaka. Narzucił na siebie futro i wyszedł z chaty, na powitanie potraktowany brutalnie przez zimne powietrze.
Postawił jeden krok, potem drugi i trzeci. Nim się spostrzegł, stopy same zaprowadziły go pod dom wodza.
Zastanowił się chwilę, a potem zapukał energicznie w drzwi. Gdy stał się świadomy swego czynu, zza framugi wychyliła się już dobroduszna, uśmiechnięta twarz Valki.
- Dzień dobry - bąknął chłopak na poczekaniu - zastałem Astrid?
- Jest na górze. A o co chodzi? - kobieta zmarszczyła lekko czoło.
- Chciałem ją odwiedzić. - odpowiedział zgodnie z prawdą i dodał, zauważając powiątpiewający wyraz twarzy rozmówczyni - Pogadać, spytać jak się czuje. Wie pani...
W tej chwili brzmiał jak chłopak, który ubiega się o względy swojej wybranki. Fakt ten mógł lekko zaniepokoić Valkę, bowiem Astrid była narzeczoną jego syna. Jak każda kobieta, wyczuła, że coś jest na rzeczy. Nie ufała mu, to pewne.
Po chwili wahania cofnęła się krok i wpuściła zmarzniętego młodzieńca do ciepłej izby.
- Jeśli będzie spała, nie obudź jej przypadkiem. - rzuciła jeszcze, kiedy chłopak wdrapywał się już po schodach.
Cedrik po cichu uchylił drzwi i wszedł do zaciemnionego pomieszczenia. Dopiero po chwili zorientował się, że znajduje się w pokoju Czkawki. Rozglądnął się wokół, z podziwem patrząc na rysunki i szkice porozwieszane na ścianach. Nie obyło się bez lekkiego ukłucia zazdrości. Chłopak spuścił wzrok i dostrzegł kłębek złotych kosmyków wystających spod kołdry.
Budzić, czy nie?
Podszedł bliżej, by dokładniej stwierdzić stan Astrid. Kiedy miarowy oddech potwierdził o tym, że dziewczyna znajdowała się w fazie głębokiego snu, Cedrik z ostrożnością postawił jeszcze kilka kroków w przód.
Nie było mu dane długo obserwować śpiącej blondynki, bowiem przewrócił nogą stertę niezidentyfikowanych przedmiotów i sam padł jak długi na podłogę, w towarzystwie łoskotu upadających przedmiotów. Zaklął pod nosem i podniósł się szybko do pionu, a jego wzrok wylądował na skrzywionej twarzy Astrid, która właśnie wyrwała się z objęć morfeusza.
- Cz-cześć - w tym momencie chłopak uśmiechnął się w najbardziej żenujący sposób, jaki tylko można by sobie wyobrazić - obudziłem cię?
- Jeszcze się pyta głupio - warknęła dziewczyna, marszcząc brwi.
- Przepraszam... - blondyn podrapał się w kark w geście niezręczności - na prawdę nie chciałem.
Ta posłała mu zirytowane spojrzenie i z powrotem opadła na zieloną poduszkę.
- Jak się czujesz? - spytał lekko jeszcze speszony, siadając na krzywym stołku.
- Dobrze. - wzruszyła ramionami - Lepiej. A ty?
- Ja? - uniósł brwi.
- Tak, ty.
- W porządku - odpowiedział lekko zbity z tropu i wbił spojrzenie w ciemną podłogę. Siedzieli chwilę w niezręcznej ciszy.
- Przyszedłeś tu w jakimś konkretnym celu? - spytała w końcu Astrid, siląc się na neutralny ton.
- Nie... - chłopak podniósł spojrzenie na piękną twarz blondynki, ledwo powstrzymując się od uśmiechu - tak po prostu.
- Po prostu?
- Tak.
Rozmowa się nie kleiła, to pewne. Chłopak dosłownie zapomniał języka w gębie i tylko co chwila rzucał wzorkiem na Astrid. Dlaczego w takich chwilach nie potrafi nic powiedzieć, a gdy nie trzeba, papla jak najęty?
- Wiesz może, kiedy wraca Czkawka? - zapytał po chwili bitwy z myślami. Miał tylko szczerą nadzieje, że Astrid nie wyczuje jego intencji.
Dziewczyna zmarszczyła lekko czoło.
- Skąd wraca? - odpowiedziała niepewnie, patrząc na chłopaka pytająco.
- To ty nie wiesz? - Cedrik wydawał się być zadowolony z tego obrotu sprawy. - Czkawka poleciał na wyspę z bliźniakami, Śledziem i Miris. - dostrzegając jej wyraz twarzy, dodał pogodnie - Nie martw się, też dowiedziałem się o tym dzisiaj...
Z jednej strony czuł lekką satysfakcję. Z drugiej miał wyrzuty sumienia, że przekazał jej tą dość nieprzyjemną wiadomość. Zapewne przyprawiła ją o niezbyt dobre emocje. 
Astrid jednak dobrze radziła sobie z ukrywaniem uczuć. Podczas, gdy w środku czuła ogromną złość i miała ochotę krzyczeć najgłośniej, jak tylko się dało, spojrzała bezbarwnie na Cedrika i uniosła brwi.
- Coś jeszcze? - spytała.
- Nie - odpowiedział lekko zdziwiony jej reakcją. 
- W takim razie pozwolisz, że się teraz prześpię - odparła z gramem ironii w głosie i uśmiechnęła się. Gdyby on tylko wiedział, w jakim teraz stanie jest jej krucha dusza. Gdyby tylko zdawał sobie sprawę, że zepsuł jej poranek.
Cedrik szybko załapał aluzję i chrząknął, unosząc się ze stołka. Popatrzył jeszcze raz na Astrid z niepewnością i wyszedł, tym razem uważając na porozrzucane na podłodze przedmioty. Gdy tylko zniknął za drzwiami, dziewczyna chwyciła poduszkę i z całej siły rzuciła nią w ciemną przestrzeń.


________________________________________________________________

To jest okropne. Nawet nie chce mi się sprawdzać, więc wybaczcie mi literówki.  Przepraszam, ale wena mi się naprawdę kończy..








czwartek, 7 maja 2015

Nie zabijcie

Wybaczcie mi, że tak długo nie pojawia się rozdział. Mam mały dostęp do komputera, ostatnie dwa miesiące nauki.. chyba wiecie jak to jest. Nie chcę Wam zawracać głowy moimi tłumaczeniami, proszę tylko o uzbrojenie się w cierpliwość. Rozdział na pewno wkrótce się pojawi, obiecuję Wam to. Poza tym, kawałek jest już napisany. :3

~Szczerbatkofa

niedziela, 29 marca 2015

Rozdział trzydziesty piąty - "Wyspa"

          - Czy było aż tak źle? - Czkawka zeskoczył ze Szczerbatka na grunt i spojrzał sugestywnie na Mirillę. Ta wzruszyła tylko obojętnie ramionami i strzepała warstwę szronu z puszystych włosów, osuwając się na ziemię. Poklepała smoka w szyję i rozejrzała się wokół siebie.
Wyspa wyglądała naprawdę przyjaźnie. W przeciwności do śniegu i wszechobecnego mrozu, który panował na Berk, tutaj było zielono, ciepło i przyjemnie. Wyglądało na to, że przyroda dawno rozbudziła się do życia. Świergot ptaków rozbrzmiewał w najbliżej okolicy, rozłożyste drzewa tworzyły istny baldachim, jednocześnie przepuszczając promienie słońca chylącego się ku zachodowi. Gdzieniegdzie przemknęła jaszczurka, wprawiając w falowanie wysoką trawę, a ryby pluskały w źródle, który krył się pod paprociami. W powietrzu unosił się lekki, słodki zapach, pochodzący z rozłożystych kwiatów usianych pod iglastymi krzakami. Te z kolei stanowiły granicę pomiędzy zieloną polaną a zagajnikiem, gdzie drzewa o wątłych pniach kołysały się lekko na wietrze, cicho skrzypiąc.
Szczerbatek z ciekawością rozglądnął się, po czym nachylił łeb nad szemrzącym potokiem. Włożył nos w wodę i zręcznie złapał w pysk jedną z pluskających rybek. Łykając ją, oblizał się ze smakiem i spojrzał na swojego właściciela, przekrzywiając głowę.
- Podoba ci się tutaj, Mordko? - Czkawka uśmiechnął się do smoka drapiąc go za głową - Nie wiem jak tobie, ale mi to przypomina coś na kształt smoczego sanktuarium.
Smok zamruczał, wyrażając dezaprobatę na jego słowa.
- Znajdźmy jakieś dobre miejsce na chwilowy postój - mruknął chłopak i ruszył w zagajnik, zadzierając głowę do góry. W ślad za nim podreptał Szczerbatek z chrapiącym Mieczykiem na grzbiecie i Mirilla.
Szli kilka minut, rozkoszując się chwilą, ciszą i odgłosami natury. Zanim doszli do wysokiego kifu na brzegu wyspy, zdążyli zrobić jedno kółko wokół zagajnika i pozbierać chrustu na ognisko oraz nieco jadalnych jeżyn  Nikt niestety nie był na tyle rozmyślny, by wziąć jakikolwiek prowiant na wycieczkę.
          Zatrzymali się przy wysokim głazie otoczonym rozłożystymi drzewami. Czkawka ułożył gałęzie w stosik na ubitym piasku i wyciągnął piekło z nogawki, by podpalić drewno. Już po chwili wraz z Mirillą ogrzewali się w świetle ogniska, które stopniowo zastępowało promienie zachodzącego słońca. Widok na owe zjawisko mieli jak na dłoni, bowiem pomarańczowa tarcza chowała się za horyzontem na morzu, które z ich umiejscowienia prezentowało się całkiem przyzwoicie.
- Przydało by się go wybudzić - koniec końców Czkawka zerknął przez ramię na Mieczyka, wzdychając z ubolewaniem. Dźwignął się z tureckiego siadu, podszedł do blondyna i niewiele myśląc sprzedał mu siarczyste uderzenie w prawy policzek.
- Co?! - Mieczyk momentalnie poderwał się góry i dysząc ciężko, chwycił się za serce z przerażeniem w oczach. Czkawka ledwo powstrzymał się od śmiechu.
- Czy następnym razem możesz z łaski swojej stosować inne metody pobudek? - warknął, marszcząc brwi ze zirytowaniem. Rozglądnął się wokół, a nozdrza zadrgały mu nerwowo - gdzie my jesteśmy?
- Mogę powiedzieć ci tylko to, że na wyspie. Przez twoje wygłupy ze Śledziem, musieliśmy zaliczyć kąpiel w lodowatym morzu - odpowiedział chłopak, unosząc brwi.
- Aha - odparł burkliwie, z lekkim zmieszaniem - sory.
- Nie no, stary, nie ma sprawy - poklepał go po ramieniu brunet, udając wyluzowany ton -  nie przejmuj się. Siedzimy sobie Odyn wie gdzie, Śledź trzęsie się ze strachu w przestworzach chmur, Szpadka tak samo, nie wiemy gdzie jesteśmy, noc za pasem, nie mamy jedzenia. Słowem fantastycznie! - z każdym słowem ton Czkawki nabierał ironii. Chłopak otworzył swój wynalazek przymocowany do ochraniacza na ręce - Na dodatek kompas nie działa! Ale, nie przejmuj się. To nic - rzucił w eter  z irytacją i bezradnością.
Kopnął mały pieniek, który napatoczył mu się pod nogę i spojrzał ze zrezygnowaniem na Mieczyka. Nawet nie dziwiło go już to, że nic do niego nie dociera. Wódz westchnął głęboko i usiadł ponownie przy ognisku, wyciągając dłonie ku ciepłemu płomieniowi. Przemoczone ubrania powoli schły, ale i tak było mu ciężko i nieprzyjemnie. Czkawka postanowił pozbyć się większości swojej garderoby i pozostał tylko w wilgotnej jeszcze koszuli i obcisłych, lnianych spodniach.
Opierając głowę na dłoni, przymknął powieki. Pierwszy raz w ciągu ostatnich kilku godzin pomyślał o Astrid i irytacja znów w nim wzrosła. Po raz kolejny zostawił ją samą. Co najgorsze, nawet nie powiedział jej, gdzie się wybiera. Teraz zapewne jego wybranka dowie się o tym z ust jego matki, co będzie miało opłakane skutki. Nie cierpiał w sobie tego zapominalstwa i beztroskiego usposobienia. Czy jakikolwiek inny normalny facet zostawiłby swoją dziewczynę obolałą w łóżku i poleciał na wycieczkę z kumplami?
Nie. Tylko problem był w tym, że Czkawka nie był normalnym facetem. I to tylko on potrafił robić takie rzeczy.
Wódz przyłożył palce do skroni, gdy przez jego głowę przeszła kolejna przytłaczająca myśl. Było już pewne, że spędzą tutaj noc. W tym momencie miał ochotę wsiąść na Szczerbatka i polecieć prosto na Berk. Wpaść do domu i wskoczyć do łóżka, do Astrid. Przytulić ją, szepnąć coś do ucha i zasnąć, trzymając ją w objęciach.
Najgorsze było to, że ostateczna wina należała do niego. Gdyby nie wpadł na pomysł tej idiotycznej wycieczki, Mieczyk nie spadłby ze smoka, a oni nie siedzieliby tu teraz w oczekiwaniu na pozostałą dwójkę, która zapewne miota się w tę i z powrotem po ciemnym niebie.
          Czkawka był na siebie wściekły. Pewnie nadal obwiniałby się w duchu, gdyby nie trzepot skrzydeł smoka, który rozdarł przyjemną ciszę. Wszyscy zadarli głowy do góry i odetchnęli z ulgą, dostrzegając bladego Śledzika oraz Szpadkę. Wymiot wylądował na brzegu klifu i ciężko opadł na ubity piach, zrzucając ich z grzbietu. Szpadka zdołała ustać na nogach po spotkaniu z ziemią, ale grubas nie był już takim szczęśliwcem. Zachwiał się i upadł na brzuch, uderzając nosem w twardy grunt. Był na tyle zmęczony i wystraszony, że zabrakło mu sił na uniesieni swego masywnego ciała i został w spoczynku, twarzą w piachu.
- Śledź, wstawaj - Mieczyk chwycił chłopaka za futro, dźwigając do góry, na co ten odpowiedział głuchym sapnięciem - podnoś się, tłusty bydlaku!
Te słowa o wiele bardziej zmotywowały Śledzika do przywrócenia się do pionu, więc grubas uniósł się leniwie znad gruntu i  powiódł oczami wokół siebie.
- To było straszne - jęknęła z ubolewaniem Szpadka, chwiejnie siadając obok ogniska - lataliśmy w kółko przez cały wieczór... Szkoda, że nie raczyliście nam powiedzieć, gdzie lecicie - zerknęła ze złością na brata, na co ten odpowiedział z oburzeniem.
- Dlaczego patrzysz na mnie? To nie moja wina! - krzyknął niewinnie.
- Owszem, twoja! To ty spadłeś z Wymiota - odpowiedziała kąśliwie, podnosząc głowę na stojącego obok Mieczyka.
- Spadłem przez Śledzika - wycedził, z irytacją patrząc na siostrę.
- Co ja? - bąknął grubas słysząc swoje imię i uniósł na nich zamglone spojrzenie.
- To przez ciebie wpadłem do tego lodowatego morza - Mieczyk skierował swą irytację ku Śledzikowi.
- Gdybyście mi nie kazali lecieć na waszym smoku, byłoby wszystko w porządku - odpowiedział, unosząc brwi.
- Ja nic nikomu nie kazałem - odpowiedział szybko blondyn.
- I ja też - dodała Szpadka.
- Przypomnij sobie dobrze, siostrzyczko - Mieczyk dźgnął ją w bok - to ty zasugerowałaś ten wspaniałomyślny pomysł.
- Ja? - obruszyła się, obracając się ku niemu - ja?
- Tak, ty! - powiedział donośnym głosem.
- Możecie się łaskawie przymknąć?! - krzyknął Czkawka poirytowanym tonem, zwracając na siebie wszystkie pary oczu. - Jeśli ktoś powie jeszcze jedno słowo o tym, czyja to wina, to nie ręczę za siebie!
Zapadła głucha cisza, a na twarze awanturników wstąpiła skrucha i lekkie zmieszanie. To był jeden z tych niewielu momentów, gdy ktokolwiek miał okazję zobaczyć Czkawkę wyprowadzonego z równowagi. Wskazywało to na to, że albo powód musiał być wyższej wagi, albo wódz miał po prostu zły humor.
Śledź chrząknął.
- Nieważne - mruknął i wbił wzrok w brunatną ziemię. Bliźniaki popatrzyły po sobie i poszły w ślad grubasa, który usiadł cicho obok ogniska. Do momentu aż wszyscy zasnęli, nikt nie odezwał się słowem. Taki... 'cichy wieczorek'.


_________________________________________________________________

Przepraszam, ale wyszły flaki z olejem. 
         
Czytasz = Komentujesz = Motywujesz! :}